ROSYJSKI SZAMANIZM WG JACKA HUGO-BADER’A

Moje ulubione cytaty z książki „Szamańska Choroba” Jacka Hugo-Bader’a:

„Każdy szaman ma swoją własną drogę do szamaństwa, każdy na swój sposób przechodzi szamańską chorobę. To może być choroba ciała, choroba psychiczna albo duszy, a więc jakaś magiczna przemiana, do której doprowadza pogmatwane życie, sytuacja bez wyjścia, tragiczna. Straszna po prostu. Nawet alkoholizm może być szamańską chorobą, doświadczenie więzienne, wojna, śmierć bliskich, narkotyki… Nieważne, co to jest, ważne, żeby było intensywne. I żeby bolało. Każdy jakoś jest doświadczany, poddawany próbie, przymuszany przez duchy, los czy też przeznaczenie, aby wstąpił na tę drogę. Potem duchy otwierają mu trzecie oko, którym można spojrzeć albo w głowę innego człowieka, w jego myśli albo w inne światy. Te obok nas, równoległe, w których mieszkają nieziemskie istoty. Są szamani, którzy popatrzą na człowieka i od razu wszystko o nim wiedzą, znają jego przeszłość i przyszłość, ale nawet dla nich nie jest to żaden dar, tylko przekleństwo.”

🌿

„Szamańskiej rodzinie dawany jest tylko jeden dar, który może przechodzić na wnuka, córkę, syna, siostrę albo brata, ale nawet więzy krwi nie ratują następcy od choroby szamanskiej. Swoje musi przejść. Przecierpieć.”

🌿

„Potrzebowałem miesiąca, żeby to zrozumieć. Żeby nie chcieć za dużo, nie szarpać się, nie napinać, nie walczyć, nie wypruwać żył, nie gnać na złamanie karku, niczego nie robić na siłę i za wszelką cenę. Dotarło to do mnie dopiero tutaj, na Ałtaju. Potrzebny był miesiąc, żeby zwyczajny człowiek z Europy zrozumiał, co to znaczy, że droga sama prowadzi. W miejsca, które są dla ciebie otwarte. Gdzie masz być, a te, które są dla ciebie zamknięte, to choćbyś się oblał benzyną i podpalił, to i tak tam nie dotrzesz.”

🌿

„Ale nim dotarli do przełęczy, Daniił orientuje się, że idą na zatracenie, przychodzi bardzo gwałtowne załamanie pogody. Zrywa się lodowata burza śnieżna, do tego mróz, wichura, a na rozbicie namiotów nie ma miejsca, czasu ani siły. Daniił zbija dzieciaki w gromadki i owija w płachty namiotów, jak może, podtrzymuje je na duchu, żeby przetrwały jakoś do rana, ale przecież wie, że na tej wysokości pogoda nie poprawi się pewnie przez wiele dni, a już następnej nocy dzieci zaczną umierać z wychłodzenia jedno po drugim. – Sytuacja bez wyjścia – opowiada Daniił – ani do przodu ani do tyłu, kończy się jedzenie, nie ma czego pić. Zrywam się o czwartej nad ranem, brnę w zadymce na przełęcz i padam na kolana. Do tego dnia żyłem jak zwykły chłopak zapatrzony w ideały wielkiego października, kosmomolec, sekretarz organizacji partyjnej na moim roku, absolutny ateista… Po prostu czterdziestoletni człowiek radziecki, chociaż Ałtajec, a teraz padam na kolana i zaczynam się modlić. Pierwszy raz w życiu, do tego w moim języku, a nie po rusku, do moich duchów i duchów tego miejsca, tej przełęczy, gór, całego Ałtaju… I nagle czuję wielkie ciepło płynące z ziemi do moich kolan, bioder, piersi i wyżej, chociaż wszędzie śnieg i mróz, a ta straszna czarna kopuła burzowych chmur nad moją głową gwałtownie się rozstępuje. Po prostu jak na filmie, robi się widno, jakby ktoś chwycił kotarę i gwałtownym ruchem odsłonił okno albo scenę. Huragan odlatuje w stronę królewskiej góry Biełuchy, a chwilę później pojawia się słonce.Byli uratowani. W pół dnia przewaliło się na drugą stronę przełęczy i zeszli do doliny.Tak Daniił narodził się jako szaman. – I zrozumiałem, co to jest siła modlitwy. Modlitwy czystego serca! A czyste serce masz tylko wtedy, kiedy grozi ci śmierć. Bo modlitwa musi mieć moc, żeby cię duchy usłyszały – mówi Daniłł. – Przecież to kiedyś byli normalni ludzie, mogą nie słyszeć, bo harmider wokół nich okropny, wszyscy gadają, czegoś chcą, proszą, jęczą, zrzędzą.. Ale jak w słowach będzie moc, na pewno zwrócą na ciebie uwagę.”

🌿

„Andriej twierdzi, że nawet najpodlejsze ludzkie życie ma więcej smaku niż życie duchów. Bogów nawet. Bo będąc tylko ludźmi, możemy jednak popatrzeć, posłuchać, powąchać, posmakować, dotknąć… Kochamy się, śmiejemy, płaczemy, odczuwamy gorycz, utratę, szczęście… Czujemy! A w górnym i dolnym świecie nie ma tego wszystkiego. Tam jest bez emocji. Bogowie nie przeżywają, nie cierpią, a więc i nie kochają. Nie są szczęśliwi. Ale i nie nieszczęśliwi.- Co ty pleciesz?! – protestuję. – Opowiadasz o bogach jak o sztucznej inteligencji.- Jak wchodzę w anganalny trans, wpuszczam w siebie ducha. to patrzę na te wszystkie istoty, rozmawiam z nimi i widzę, że one nie rozumieją emocji – wyjaśnia szaman Andriej. – Nie wiedzą, dlaczego ten człowiek płacze, dlaczego się śmieje, jest szczęśliwy. Oni nie rozumieją, co my czujemy. Szaman im musi wszystko tłumaczyć. A potem tłumaczy człowiekowi ich przekaz.”

(„Szamańska choroba” – Jacek Hugo-Bader. Autor w tym reportażu zawarł zwierzenia i spotkania z szamanami Rosji – południowo-wschodnia Rosja, głównie przy granicy z Mongolią)