Tak często się zdarza, że trudno jest iść do sukcesu (czymkolwiek on jest dla Ciebie), spokoju finansowego i radości, gdy inni mają gorzej lub cierpią.
Rodzice, przyjaciele, partner_ka, społeczność, inny naród, zmarli, cierpiący obok.
Z powodu wyrzutów sumienia, troski, niepokoju o odrzucenie i zazdrość, z obawy przed utratą miłości albo z powodu chęci osiągnięcia sukcesu „tylko razem albo wcale”, można utknąć w niemocy na długo.
I jakże często się zdarza, że jest to poza świadomością. Tymczasem energetyczna dynamika działa. Więzi systemu rodzinnego, pole miłości rodziny i serce nie chcą zostawić/pozwolić na wykluczenie czy zapomnienie tych, do których miłości tęsknimy.
To jest ciężar. To uczucie odpowiedzialności i nieświadome upodabnianie się. Powielanie losu. I są tam często podskórne przekonania:
Gdy będę miał/miała więcej, utracę ich miłość. Gdy osiągnę sukces, zbyt wiele nas poróżni. Jak mogę się cieszyć pieniędzmi i relacją, gdy oni nie umieli. Gdy osiągnę sukces, będę sam_a.
Jednak prawda jest taka, że solidaryzowanie się z nieszczęściem innych poprzez niesięganie po „swoje więcej” mnoży nieszczęście. Nikomu nie pomaga.
Niesięganie, bo inni mają źle to nie jest błąd rozumu! Tu nie ma winy po żadnej ze stron… To są głębokie i płynące z empatycznego serca uczucia, strategie i przekonania, które pozwalają nam zachować ważne więzi albo zespolić system rodziny albo pozostać w lekkich uczuciach ze strony innych osób. Intencja serca jest czysta, nie mniej skutek jest odwrotny od zamierzonego. Jesteśmy równie nieszczęśliwi jak ci, od których nie potrafimy energetycznie odejść.
Ale jest inna droga. Twoja droga. I ona nie wyklucza miłości. Jest wyzwaniem sięgnięcia po moc i mądrość. I Twoją wyjątkową w całym Wszechświecie oryginalność.
Kocham Cię i teraz pójdę swoją drogą. Życzę Ci szczęścia. Kocham Cię i od teraz będę sobą. Kocham Cię i sięgam po sukces. Przyjmuję lęk na progu mojej nowej podróży. Wzmacniam w sobie odwagę na swojej drodze.
I to jest uzdrowienie dziecięcego serca, które chciało pomóc, które chciało ratować i być blisko tych, którzy cierpią „mimo wszystko”. I bało się odejść. To takie ludzkie i uniwersalne.
Możesz osiągnąć sukces. Zasługujesz na szczęście. Zasługujesz na spokój.
A poniżej mój kot, Usul, kochany egoista, który zawsze chodzi swoimi drogami i szuka przyjemności tylko dla siebie. Dużo się od niego uczę.
W ostatnim tygodniu miałam nagłe telefony wieczorową porą z prośbą o odczyty Kronik Akaszy. Uwielbiam takie gorące ad hocowe prace. Jest w takich prośbach duża potrzeba zmiany, energia i motywacja zmiany. Niewygoda emocjonalna albo trudność w decyzji. Odwaga!
Zostać czy odejść ze związku? Co zrobić z trudnymi klientami/szefem? Dlaczego tracę pracę? Wciąż się kłócę z partnerem/partnerką.
W zalążku obrazu, jaki często wyłania się w takich sytuacjach, pokazuje się WAŻNA dziecięca rana i trudne sytuacje z wczesnych lat życia. Strategie radzenia sobie w sytuacji przemocy lub obojętności.
Dziecko w nas potrzebuje zobaczenia, powrotu do tamtej sytuacji, uzdrowienia sytuacji nadużyciowych i bolesnego zaniedbania dziecięcych potrzeb.
Pole rany konstruuje w dorosłym życiu takie sytuacje, które powielają sytuacje z przeszłości, a dorosły w nas czuje się zagubiony i potrzebuje zrozumieć, dlaczego takie trudności się zdarzają.
TO MOŻNA UZDRAWIAĆ I OŚWIETLAĆ ŚWIADOMOŚCIĄ I NASZĄ MIŁOŚCIĄ TU I TERAZ
W takiej sytuacji wspólnie z Klientem/Klientką wędrujemy do przeszłości, dajemy Dziecku z Wtedy możliwość kwantowego ukojenia, wprowadzamy ratownika/wypowiadamy ukryte, zabieramy z trudnego miejsca do teraz. Uwalniamy emocje.
Pole dziecięcych ran ma często wiele warstw i może się przejawiać wielokrotnie i nie jest wstydem wracać do niego wielokrotnie w różnych kawałkach i odsłonach, mimo przebytych terapii.
Twój umysł potrzebuje zrozumieć, tak! Twoje wewnętrzne dziecko potrzebuje ukojenia, wysłuchania, tak! Twoje tu i teraz może być lżejsze, tak!
Znalezienie komfortu w pracy to jedno z najważniejszych zadań w naszym życiu na tej planecie.
Pieniądze są ważne.
Nieustawanie w znalezieniu przyjemnego zarobkowania jest ważne.
Szukanie odpowiedniej harmonii między przychodem a zadowoleniem z tego, co się robi jest ważne.
Nie ma jednego przepisu na szczęśliwe zarobkowanie dla wszystkich. To, co dla Ciebie jest stresujące, dla drugiego może być przyjemnym napięciem. To, co dla Ciebie jest wolnością, dla drugiego będzie pułapką.
Czasem chodzi o znalezienie w sobie miejsca, które pozwoli Ci poczuć się harmonijnie w okolicznościach, w których jesteś.
Czasem chodzi o to, żeby poszukać i odkryć w sobie tożsamość, która pozwoli Ci znaleźć nowe sposoby w Twoim życiu na zdobywanie pieniędzy.
Wyzwanie ma wiele imion.
Życie w nas się zmienia. To, co działało kiedyś, nie musi działać teraz.
Najważniejszy jest swobodny przepływ życia w takiej jakości, jaka dla Ciebie będzie odpowiednia. Dzisiaj i tam, gdzie jesteś.
W zależności od sytuacji, w której jesteś, można skorzystać z pomocy w kryzysie zawodowym i potrzebie zmiany sposobu zarobkowania. Dobrym sposobem będzie ustawienie biznesowe, Kroniki Akaszy czy terapia, by przyjrzeć się przekonaniom, sposobom odczuwania i automatycznym schematom.
Praca, w której jesteśmy to część większej całości. Relacji, samooceny, poczucia bezpieczeństwa, otwartości serca i zaufania do świata, (nie)przepracowanych traum, wiary w swoje kompetencje, granice i dostęp do odwagi.
Radzenie sobie z sytuacjami, które wymagają od nas podjęcia nowej drogi poza sferą komfortu – to kompetencja, której nie uczy się nas w szkole. To kompetencja przedsiębiorcy – podejmowania inicjatywy, uczenia się nowych rzeczy, niezależności w myśleniu i podejmowaniu działania, często mimo stresu, niepewności i sinusoidalnej nadziei.
Zapraszam Cię na spotkanie, jeśli potrzebujesz wsparcia w tym zakresie.
Zdjęcia: Avi Richards i Johan Mouhet, unsplash.com.
CZYM DLA CIEBIE JEST DOM? GDZIE JEST TWOJE MIEJSCE NA ZIEMI? ILE POŚWIĘCISZ DLA SWOJEGO WŁASNEGO MIEJSCA? JAKI DOM DA CI SZCZĘŚCIE?
Jest wiele nieświadomych przekonań czy wewnętrznych przymusów, które kierują naszymi wyborami w obszarze budowania i poszukiwania „domu” (mieszkania/domu/ziemi):
Własne, ale ciasne.
Najważniejsza jest własna ziemia.
Najlepiej jest być w podróży.
Kredyt jest obciążający.
Tylko kredyt daje mi możliwość dojścia do dobrobytu.
Nie wyobrażam sobie mieszkać z kimś.
Dom jest tylko wtedy, gdy ma się rodzinę.
Ojczyzna jest najważniejsza.
Nigdy nie opuszczę swojego miasta.
W Polsce nie mam czego szukać.
Niesiemy w sobie wiele historii rodowych i zapamiętanych doświadczeń naszych rodziców. I może być tak, że sztywne podejście do tematu własnej przestrzeni czy sposobu uzyskania własnego lokum może być ograniczające i stresujące. Czasem marzenia nie stykają się z rzeczywistością. Narzucamy sobie pęta, które mają nas doprowadzić do standardu, który nasz umysł postrzega jako jedyny właściwy. Takie nieświadome dążenie, które często okazuje się „niemoje”, ale właśnie rodowe, może zamykać nam oryginalne, nieznane naszej rodzinie, drogi. Jak Ty postrzegasz idealne miejsce dla siebie? Czy chcesz odkryć swoje wdrukowane przekonania na ten temat?
Zamieszkanie z kimś bliskim to kolejny obszar do eksploracji, często do uzdrowienia, gdyż jest połączeniem dwóch historii i zestawów przekonań uosobionych w Tobie i Twoim partnerze/partnerce. Czasem dochodzi do konfliktu dwóch wizji. Nie dla wszystkich dom jest ostoją i spokojnym azylem. Dla wielu dom oznacza miejsce traumy, zdrady, cierpienia (gdy takie ślady w sercu pozostawia dzieciństwo w kontekście poczucia „domu”). Są też historie rodowe: pożarów, utraty majątków, ucieczek przed wojnami, przesiedleń. Czasem zapisy w naszych DNA związane z miejscem zamieszkania, narodem i majątkiem wpływają na nasze losy, decyzje i może to pozostawać poza naszą świadomością. Harmonijne połączenie swoich losów w jednym domu, gdy dwoje partnerów wprowadza się do wspólnej przestrzeni, bywa wyzwaniem.
W odczytach kronik Akaszy często wspieram klientów w tematach związanych z obszarami: domu, majątku, kredytów, kraju zamieszkania. Czy potrzebujesz wsparcia w tym obszarze?
Ps.: W temacie miejsca zamieszkania… skończyłam właśnie czytać „13 pięter” Filipa Springera i jestem w trakcie lektury „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” LeDuff’a. Gorąco polecam Wam te reportaże, jeśli nie mieliście jeszcze okazji. Pięknie pokazują, jak mentalność systemu politycznego, decyzje rządu, koleje losu narodu wpływają na nasze postrzeganie tego, jak należy i można mieszkać. Na co nas stać i jak dążymy do swojego miejsca na ziemi. Co kształtuje ceny nieruchomości i prawo własności. Oba reportaże zawierają mnóstwo historii o tym, jakich wyborów podejmują się ludzie z różnych środowisk, mający różne przeszłości i możliwości, światopoglądy.
W reportażu „13 pięter” Filip Springer analizuje fascynujące dążenie Polaków do własnego domu, choćby za cenę kredytów i dużych wyrzeczeń.
„Nareszcie jesteśmy gospodarzami w znacznej części własnego kraju, nareszcie po stu dwudziestu latach nadeszła godzina, że nie ma tu już obcego najazdu. Jesteśmy wolni. I tylko tygodnie oddzielają nas od błogosławionej chwili, kiedy wszyscy znajdziemy się pod własnym dachem” – cytat z Kuriera Warszawskiego z początku książki Springera.
„Chciałbym/ chciałabym móc powiesić swoje obrazki na ścianach – to zdanie, które od wynajmujących słyszę najczęściej. Pojawia się w różnych kontekstach, zawsze słychać w nim jednak rozczarowanie i nadzieję, że kiedyś trafi się w takie miejsce, gdzie będzie można to zrobić. To zdanie o obrazkach jest mantrą umęczonych wynajmem po polsku, pojawia się w każdej rozmowie, odbija się od tych gołych ścian i grzęźnie w ciszy. Bo z reguły nie wolno.” (źródło, j.w.)
„Nie rozwiążemy problemu bezrobocia bez poprawy mobilności Polaków. A ci nie będą chcieli się przemieszczać, jeśli będą uwiązani kredytami do swoich mieszkań. Nie pokonamy kryzysu demograficznego, jeśli potencjalni rodzice nie będą mieli pewności, że nikt nie wyrzuci ich z domu miesiąc po narodzinach dziecka. Ale dla mnie najgorsze jest to, że wykastrowali mentalnie cała generację, wmawiając jej, że kredyt to jedyne rozwiązanie. Mieszkanie przestało się kojarzyć z obywatelskim prawem. Ludzie uwierzyli, że zaspokojenie tej potrzeby zależy tylko od ich ciężkiej pracy. Jeśli nie mają gdzie mieszkać, to znaczy, że zbyt słabo się starają. Takie postawienie sprawy jest po prostu nieludzkie”. (jedna z wypowiedzi bohaterów reportażu Filipa Springera)
Historia Detroit z kolei, być może ją znacie, to historia miasta, które ogłosiło bankructwo 9 lat temu i nadal wymiera ekonomicznie po zamknięciu fabryk samochodowych i serii zamieszek na tle rasowym z licznymi podpaleniami. Osiąga smutne rekordy wysokiej przestępczości.
„Trzykrotnie wybuchały tu zamieszki na tle rasowym i we wszystkich przypadkach miasto zostało spalone aż do fundamentów. (…) Detroit osiągnęło wyż demograficzny w latach pięćdziesiątych, gdy liczyli niemal milion dziewięćset tysięcy ludzi, z czego osiemdziesiąt trzy procent stanowili biali. Teraz w Detroit mieszka niecałe siedemset tysięcy osób, z czego dziewięćdziesiąt procent to czarni. I jest to jedyne amerykańskie miasto, w którym liczba mieszkańców przekroczyła milion, a później spadła poniżej tego progu.
(…)Można w końcu pomyśleć, że Detroit od początku było miastem tylko na chwilę, zepsutym już w zarodku; że jego upadek zaczął się na minutę przed tym, jak Henry Ford w ogóle zaczął je budować. Samochód stworzył Detroit i również samochód je pogrzebał. Pod wieloma względami Detroit zbudowane zostało jako miasto jednorazowego użytku. To przemysł samochodowy pozwolił na jego rozkład, bo to on pozwolił ludziom uciekać z płonącego miasta i zostawiać za sobą brudne fabryki i wciąż dymiące zgliszcza.” – „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” – Charlie LeDuff
Kibicuję wszystkim, którzy pragną obfitości finansowej i niezależności finansowej, szczególnie kobietom ze względu na ich rangę w patriarchalnym świecie i tradycji polskich.
Chcę jednak poruszyć problem lęku przed byciem zależnym.
ZALEŻNOŚĆ OD INNYCH objęta świadomością i docenieniem na pewno jest bardzo rozwojowa dla osób, które większość dorosłego życia uczyły się nadmiernej niezależności i dążyły do skrajnej samodzielności.
Zwykle dążenia do niezależności uczy się poprzez stawanie się kimś innym niż Rodzic, który tej niezależności nie miał – słabszy Rodzic uzależniony finansowo, decyzyjnie, mieszkaniowo od swojego partnera/partnerki. Na przykład córka patrzy na swoją mamę, która jest przemocowo uzależniona finansowo od swojego męża. Mówi sobie wtedy „nigdy nie będę jak moja matka”. Nie chcę doznawać przemocy finansowej.
Taki rodzaj zależności Rodzica skleja się w umyśle dziecka z BEZRADNOŚCIĄ. Bezradnością w znaczeniu nieumiejętności wprowadzenia zmiany/podjęcia działania, nawet wtedy, gdy są ku temu możliwości (wyuczona bezradność ze słynnego eksperymentu ze zwierzątkami, które karane dość długo, nie uciekały, nawet gdy otwierano im klatki). Dla wielu osób bycie zależnym oznacza właśnie bycie bezradnym i bezsilnym.
Nadmiarowe dążenie do bycia wolnym i niezależnym jest modne – mam tu na myśli model „walki” przy unikaniu słabości i zależności za wszelką cenę. Ma to walory zabezpieczania się na „wszelkie” wypadki. W swoim cieniu taka postawa może natomiast nie sprzyjać długim relacjom, bliskości, budowaniu długich i głębokich doświadczeń, zobowiązań. Nieświadome dążenie do nadmiernej kontroli nad swoim życiem sprzyja też powstawaniu silnego napięcia między PLANEM I WYOBRAŻENIEM JAK MA BYĆ VS JAK JEST. Co nieustannie motywuje do zmian, zmieniania, poprawiania, ciągłego uzdrawiania, w pętli powtórzeń. Łatwiej chcieć coś zmienić niż zaakceptować czy tolerować to coś, czyli po prostu pozwolić czemuś być.
Ale… w rzeczywistości jest przecież tak, że:
W bliskiej relacji zależymy od emocji i decyzji bliskich.
W pracy zależymy od tego, jak pracują i funkcjonują inni, …
Prowadząc firmę, zależymy od tego, ilu klientów zgłosi się do nas po usługę/ produkt, od opinii i woli wielu osób.
Będąc cielesnym, zależymy od obecnosci lub braku chorób. A przyczyn wielu z nich nadal nie znamy. Nawet jeśli uznajemy je za psychosomatyczne/genetyczne czy rodowe, dojście do tej przyczyny, która z nami rezonuje, i tak nie gwarantuje, że wyzdrowiejemy. A czasem jest tak, że symptomy i choroby zmuszają nas do zmian – albo zrobisz tak, albo nadal będziesz chory (zbuntowane ciało).
Mieszkając w danym kraju, zależymy od woli głosującej większości współobywateli.
Żyjąc po prostu, zależymy od Losu, synchroniczności, nagłych końców i początków.
Tak sobie myślę, że to ważne czasem uznać w sobie zależność i dać jej przestrzeń. Uznać zależność bez odbierania sobie mocy, siły, swojego zdania, przestrzeni i radości bycia sobą. I to połączenie w praktyce może nie być proste. Bo przecież nie chcemy być bezradni. Jest też trudne w dobie ezoteryki, która sprzedaje samą siebie jako narzędzie do osiągnięcie ciągłego szczęścia, zdrowia, wewnętrznego światła. Trudne w czasach, gdy wierzymy, że sky is the limit, a wszystko zależy od nas…
Przychodzą mi takie zdania:
Zależę od innych i Losu, jednocześnie mając swoją moc. Świat pełen jest Tajemnicy. Chylę czoła Tajemnicy, chylę czoła swojej wyjątkowości, jednocześnie kłaniam się sieci współzależności, w której żyję. Chcę odróżniać to, na co mam wpływ i poddać się temu, na co wpływu nie mam.
(Podobne do modlitwy AA, która ma silne pole i w moim odczuciu prostą mądrość).
Jak to widzisz?
Ps.: W ramach praktyki pogłębiania uznania dla zależności, zamieniłam niedawno,po 5 latach, samochód na pociąg, oddając kierownicę i pedał gazu komuś innemu.
„Zrozumiałam, że zmiany zachodzą bez naszej zgody. Tak u roślin, jak i u mnie. Po prostu zachodzą. I wtedy stajemy się inni…
Jest tyle pomysłów, rzeczy, ludzi, dróg do wyboru. Zaczynałam wierzyć, że pasjonujemy się czymś, bo potrzebujemy zawężania naszego postrzegania”
(Meryl Streep w filmie „Adaptacja” z 2002r.)
Gdy brakuje nam pasji i poczucia sensu życia, szukamy Przeznaczenia, które powinniśmy odkryć i sądzimy, że dotychczas nam się to nie udało.
A co jeśli Powołania nie ma? Jeśli nie ma Przeznaczenia przez duże P?
Co jeśli są drogi bliższe sercu albo te bezpieczniejsze dla umysłu, co jeśli jest wiele potencjalności w nas do odkrycia, które wzajemnie się wykluczają i zmuszają nas do wyboru między tym, co da nam więcej przyjemności, światła, miłości a tym, co napina, złości, stresuje, kumuluje nasze zmęczenie…?
Czy czujesz, że droga, którą podążasz, jest dla Ciebie najlepsza? Czy chcesz zmienić tor swojego życia?
Zapraszam na zdalne odczyty Kronik Akaszy, jeśli chcesz pogłębić swoje rozumienie własnych decyzji i to, co możesz więcej, inaczej.
A poniżej fragment jednego z moich ukochanych filmów – „Adaptacja” z 2002 roku – w którym bohaterowie szukają swojej pasji, drogi życiowej i szczęścia. Tęsknią za pasją życia. Jak owady poszukują kwiatów, w których zakochują się na chwilę, zapylają je w miłosnym uścisku, by lecieć dalej i nieświadomie przyczyniać się do rozkwitu życia. Jeśli nie znasz tego filmu, gorąco polecam.
„BÓJ SIĘ I RÓB” ORAZ RADZENIE SOBIE ZE STRESEM to najszybsze sposoby na to, żeby przestać słuchać siebie. Od wczesnych lat szkolnych edukacja i kapitalizm oparty o ideę wzrostu i wszelkie „coraz więcej” uczą nas, że życie bez stresu jest niemożliwe. Uczy się nas, jak ignorować lęk i nie słuchać go. Bać się i działać mimo to. Nic dziwnego. System szkolny i większość prac, które wykonujemy są stresujące. Bez uczniów i pracowników wykonujących to, czego się od nich oczekuje, system by padł. Mówię tu o stresie powodowanym przez to, jak działamy i jakich „wyzwań” się podejmujemy, czując, że „nie ma przecież innej drogi”. Wielu z nas poddaje się treningowi i walczy o najlepsze oceny, najlepiej zdane matury, najlepsze uczelnie, najwyżej płatne prace, awanse, podwyżki, zagraniczne wakacje, własne mieszkania, większe mieszkania, domy, domki za miastem, większą popularność, oryginalność, wyróżnienie się, …
Ale… Czy rzeczywiście życie bez stresu jest niemożliwe? I nie mówię tu o naturalnych, wiecznych, losowych sytuacjach, jak śmierć bliskiej osoby, śmiertelne/chroniczne choroby nasze lub bliskich, dotkliwe straty i rozstania. W końcu są to przemyślenia człowieka Zachodu w dniach pokoju.
Mówię o stresie, który wybieramy, podążając za ambicjami i marzeniami, które niekoniecznie wynikają z naszego serca, ale właśnie z ambicjonalnego głosu tzw. superego, opartego o „muszę”, „bez tego będę nikim”, „bez tego moje życie nie będzie nic warte”…
A ciało do nas mówi. I lęk do nas mówi. Często mówią, że tego nie chcą. Mówią do nas napięciami, chorobami, mandatami za przekroczoną prędkość, wypaleniem zawodowym, niechęcią do życia, depresją.
Gdy jedna Twoja cześć bardzo czegoś chce, a inna bardzo się boi, pijesz kawę, sięgasz po cukier i używki, czasem leki psychotropowe, idziesz na kolejną imprezę w piątek. To są Bogu ducha winni i skuteczni towarzysze, którzy dają wytchnienie w sytuacjach stresu, bo przecież decydujesz się nie słuchać lęku i sięgać po swoje plany.
Często mówi się, że stres i lęk są atawistyczną, czyli jakby nieadekwatną, jak kość ogonowa, reakcją na zagrożenie. Bo przecież jaskiniowcy, spotykając w lesie zagrażające zwierzę, uciekali, więc potrzebowali wyrzutu adrenaliny. Uciekali. A dlaczego my przestaliśmy uciekać i udajemy, że to, co wybieramy jest wyzwaniem, a nie zagrożeniem, ze stresem trzeba sobie radzić? Dlaczego zaczęliśmy przekłamywać to, czego doświadczamy?
LĘK MOŻE BYĆ INFORMACJĄ, ŻE COŚ JEST NIE TAK, A TA DROGA, MIEJSCE LUB LUDZIE NIE SĄ DLA CIEBIE. POTRZEBUJEMY PRZESTAĆ TRAKTOWAĆ LĘK I STRES JAKO PROBLEM SAM W SOBIE. POTRZEBUJEMY ZACZĄĆ SŁUCHAĆ LĘKU JAK PRZYJACIELA. NAUCZYĆ SIĘ Z NIM BYĆ, BEZ DALSZEGO SIĘ TRIGGEROWANIA.
Proponuję Ci eksperyment – przyjrzyj się, proszę, obszarom/działaniom/ projektom w Twoim życiu i zobacz, które Cię stresują. Jaki głos namawia Cię, żeby przy nich trwać? Co każe Ci nie słuchać głosu lęku? Wokół których z nich pojawia się najwięcej sięgania po chwile wytchnienia zmieniające stan świadomości (np.używki)?
Większość z nas, mieszkańców Zachodu, skutecznie zinternalizowała kapitalizm i często płynie on w naszych żyłach. Ale serce, gdy oczyścić je z krwi, jest białe. Świetliste. Chce tego, co sprawia radość, relaksuje i daje szczęście.