WSZYSTKO WE MNIE KRZYCZY

Bóle barków, napięta klatka piersiowa, bóle w dłoniach, kontuzje, napięte szczęki i problemy z dziąsłami… Niewyrażona złość zatruwa ciało od środka poprzez skumulowaną energię.

Dzisiejsze zapytanie od jednego z potencjalnych klientów przypomniało mi moją „przygodę” sprzed lat – z napadowymi bólami prawego barku. Uzdrawianie tej części ciała trwało u mnie ponad rok.

  • Fizjoterapia pomogła mi zrozumieć, że nie ma fizycznej przyczyny. Masaże rehabilitanta nie pomagały.
  • Bodywork pomógł mi dotrzeć do wizji, żywego obrazu, w którym moi koledzy na polu bitwy zostawili mnie rannego. W wizji byłam mężczyzną, któremu oberwało prawe ramię. Ogromny ból i wściekłość. Dlaczego mnie zostawiliście?! Krzyczałam w trakcie bodyworku MA-URI.
  • W ustawieniach przyglądałam się wojskowej linii męskiej od mojego Taty, ściskany w prawej dłoni pistolet czy karabin pozwalały Im przetrwać. Ustawienie było o wychodzeniu z pola wojny. Jestem pierwszą od co najmniej 5 pokoleń, która nie strzelała na rozkaz.
  • W wolnych chwilach kładłam się i pozwalałam ręce boleć, wypłakując bezsilność i złość. (zainspirowana „Techniką uwalniania” Hawkinsa, który zalecał po prostu bierne przyjmowanie – w tamtym czasie nie było to dla mnie łatwe, gdyż byłam w głębokim yang i nieustannym działaniu).

W tamtym czasie wściekałam się znacznie częściej niż teraz. Ale nadal złość jest mi bliska i często mam mimowolnie zaciśniętą prawą dłoń, nawet gdy odpoczywam.

Jeśli czujesz w sobie złość, ale nie potrafisz jej wyrazić i stanąć za sobą…. Jeśli otoczenie narzeka na Twoje wybuchy gniewu i jest to Twoja trudność… Jeśli miewasz kontuzje, które wynikają z nadmiernego stresu i napięcia np. w pracy… Innymi słowy, jeśli duża energia w Tobie przestaje być dla Ciebie konstruktywna, a zaczyna jej być za dużo… Chcę Ci powiedzieć:

NIE MUSI TAK BYĆ I SĄ NA TO SPOSOBY.

Zdjęcie: Henry Hustava, unsplash.com

WOJOWNICZKA SERCA, WOJOWNIK SERCA

To nie jest osoba, która pozwoli przekraczać swoje granice.

To nie jest osoba, która gasi swoje emocje, żeby uniknąć konfliktu.

To nie jest osoba, która da sobie wmówić, że dumę i zadowolenie z siebie należy stłamsić.

To nie jest osoba, która krytykuje innych, gdyż pamięta, że ci, których obgadujemy i źle oceniamy, to w rzeczywistości nieuznane części nas samych.

To jest osoba, która z pamięci o swoim sercu i duszy, odważy się prędzej czy później sięgnąć po swoją autentyczność.

To jest osoba, która pozwala sobie na słabszy dzień i odpoczywa w cieniu swojego łóżka i w ten sposób się regeneruje.

To jest osoba, która walczy o siebie, gdy siły emocji, choroby, śmierci, krytyki i zdrady próbują ją złamać, pamiętając, że to piękne siły sprzymierzeńców ku mocy.

To jest osoba, która otwiera się na to, czego nie zna.

To jest osoba, która pamięta, że serce bez mocy to za mało.

Bądź, wstań, idź swoją drogą. Masz prawo.

Zdjęcie: Marek Piwnicki, unsplash

„CZY TY SKOŃCZYŁAŚ PSYCHOLOGIĘ I PSYCHOTERAPIĘ?”

Takie kiedyś otrzymałam pytanie w kontekście używanych przeze mnie słów na fanpage’u. Tak, ukończyłam psychologię i dwuletnie studium psychoterapii Arnolda Mindella. „Ale metody, których używasz są spoza nauki”. Tak, zgadza się, większość metod, których używam, czyli szamanizm, Kroniki Akaszy, Ustawienia przy bębnie szamańskim i praca z procesem w kawałku szamańskim u Arnolda Mindella nie wywodzą się z nauki, ale od Szamanów, ludzi spoza systemu. Większość moich Nauczycieli na mojej drodze (w tym Arnold Mindell) tworzyli własne metody w oparciu o eklektyczne spojrzenie na człowieka i sposoby pomagania. Wielowymiarowe spojrzenie. Żeby uznać, że coś jest niewystarczające, zbyt wąskie, żeby móc to poszerzyć, trzeba to poznać. Tak robili moi Nauczyciele, tak postępuję też ja w swojej pracy.

W ostatnich tygodniach po ukończonym studium w Instytucie Psychologii Procesu, mocno biłam się z myślami, czy podjąć drugi etap nauki w Instytucie i podążyć w stronę certyfikacji, co oznaczałoby dalszą naukę i pomaganie ludziom pod superwizją i koniecznością ograniczenia swoich metod do tej uznanej przez Instytut. To byłaby dla mnie bezpieczna droga w strukturze. I duża część mnie chciała tam pójść dalej. Ze względu na społeczność, poczucie przynależności, bezpieczne podążanie za Nauczycielami. W tym samym czasie w moich snach i zbiegach okoliczności w moim życiu zaczęły pojawiać się wiedźmy, płonące stosy, zbuntowane wściekłe smoki, kobiety, które żyją poza systemem, nieoczekiwana podróż w góry świętokrzyskie. Moje ciało mówiło „nie”.

Pomyślałam, że uczyłam się sposobów pomagania ludziom przez 15 lat, a od 2015 roku pracuję z ludźmi.

I czas zacząć się dzielić całością. Nie umiem się zwężać.

I ostatecznie zostałam przy swojej drodze. Nieprzystającej do systemu nauki i psychologii, instytutów i formalnych systemów superwizyjnych. Zdaję sobie sprawę, że to może być nie do przyjęcia i kontrowersyjne dla wielu. Ale taka jest moja prawda. Miarą prawdy jest dla mnie skuteczność i to, co pokazuje mi doświadczenie w pracy z klientami.

Archetyp Wiedźmy dotychczas nie był mi bliski, ale teraz zaczyna nabierać dla mnie znaczenia. Kobiety eksplorujące perspektywy alternatywne do ogólnie przyjętej, bywają wygnane, samotne i nie jest to łatwe.

Mam nadzieję, że żyjemy w czasach, gdy ludzie niemieszczący się w ramach też mają swoje miejsce w społeczeństwie XXI wieku, tak zróżnicowanym i skomplikowanym.

Człowiek jest ogromną Tajemnicą. Ty jesteś Tajemnicą. Chcę ją nadal odkrywać.

Zdjęcia: unsplash.com (Miriam Espacio, Joshua Newton, Joanna Kosinska, Mark Tagethoff)

„BÓJ SIĘ I RÓB” ORAZ „PORADŹ SOBIE ZE STRESEM”, CZYLI SPOSÓB NA TO, JAK PRZESTAĆ SŁUCHAĆ SIEBIE

„BÓJ SIĘ I RÓB” ORAZ RADZENIE SOBIE ZE STRESEM to najszybsze sposoby na to, żeby przestać słuchać siebie. Od wczesnych lat szkolnych edukacja i kapitalizm oparty o ideę wzrostu i wszelkie „coraz więcej” uczą nas, że życie bez stresu jest niemożliwe. Uczy się nas, jak ignorować lęk i nie słuchać go. Bać się i działać mimo to. Nic dziwnego. System szkolny i większość prac, które wykonujemy są stresujące. Bez uczniów i pracowników wykonujących to, czego się od nich oczekuje, system by padł. Mówię tu o stresie powodowanym przez to, jak działamy i jakich „wyzwań” się podejmujemy, czując, że „nie ma przecież innej drogi”. Wielu z nas poddaje się treningowi i walczy o najlepsze oceny, najlepiej zdane matury, najlepsze uczelnie, najwyżej płatne prace, awanse, podwyżki, zagraniczne wakacje, własne mieszkania, większe mieszkania, domy, domki za miastem, większą popularność, oryginalność, wyróżnienie się, …

Ale… Czy rzeczywiście życie bez stresu jest niemożliwe? I nie mówię tu o naturalnych, wiecznych, losowych sytuacjach, jak śmierć bliskiej osoby, śmiertelne/chroniczne choroby nasze lub bliskich, dotkliwe straty i rozstania. W końcu są to przemyślenia człowieka Zachodu w dniach pokoju.

Mówię o stresie, który wybieramy, podążając za ambicjami i marzeniami, które niekoniecznie wynikają z naszego serca, ale właśnie z ambicjonalnego głosu tzw. superego, opartego o „muszę”, „bez tego będę nikim”, „bez tego moje życie nie będzie nic warte”…

A ciało do nas mówi. I lęk do nas mówi. Często mówią, że tego nie chcą. Mówią do nas napięciami, chorobami, mandatami za przekroczoną prędkość, wypaleniem zawodowym, niechęcią do życia, depresją.

Gdy jedna Twoja cześć bardzo czegoś chce, a inna bardzo się boi, pijesz kawę, sięgasz po cukier i używki, czasem leki psychotropowe, idziesz na kolejną imprezę w piątek. To są Bogu ducha winni i skuteczni towarzysze, którzy dają wytchnienie w sytuacjach stresu, bo przecież decydujesz się nie słuchać lęku i sięgać po swoje plany.

Często mówi się, że stres i lęk są atawistyczną, czyli jakby nieadekwatną, jak kość ogonowa, reakcją na zagrożenie. Bo przecież jaskiniowcy, spotykając w lesie zagrażające zwierzę, uciekali, więc potrzebowali wyrzutu adrenaliny. Uciekali. A dlaczego my przestaliśmy uciekać i udajemy, że to, co wybieramy jest wyzwaniem, a nie zagrożeniem, ze stresem trzeba sobie radzić? Dlaczego zaczęliśmy przekłamywać to, czego doświadczamy?

LĘK MOŻE BYĆ INFORMACJĄ, ŻE COŚ JEST NIE TAK, A TA DROGA, MIEJSCE LUB LUDZIE NIE SĄ DLA CIEBIE. POTRZEBUJEMY PRZESTAĆ TRAKTOWAĆ LĘK I STRES JAKO PROBLEM SAM W SOBIE. POTRZEBUJEMY ZACZĄĆ SŁUCHAĆ LĘKU JAK PRZYJACIELA. NAUCZYĆ SIĘ Z NIM BYĆ, BEZ DALSZEGO SIĘ TRIGGEROWANIA.

Proponuję Ci eksperyment – przyjrzyj się, proszę, obszarom/działaniom/ projektom w Twoim życiu i zobacz, które Cię stresują. Jaki głos namawia Cię, żeby przy nich trwać? Co każe Ci nie słuchać głosu lęku? Wokół których z nich pojawia się najwięcej sięgania po chwile wytchnienia zmieniające stan świadomości (np.używki)?

Większość z nas, mieszkańców Zachodu, skutecznie zinternalizowała kapitalizm i często płynie on w naszych żyłach. Ale serce, gdy oczyścić je z krwi, jest białe. Świetliste. Chce tego, co sprawia radość, relaksuje i daje szczęście.

Z miłością. ❤️

zdjęcie: unpsplash.com