WRACAJ DO SERCA

Bycie w sercu oznacza wejście w portal, który łączy ze wszystkimi wersjami siebie we wszystkich wymiarach. To portal do całego wszechświata. Dosłownie.

Serce jest portalem. Dosłownie.

Bicie serca synchronizuje nas z pulsem wszechświata. Wrzuca nas w harmonię ze wszystkim co jest. Z pulsem wszechświata.

To nie jest o byciu dobrym, złym, świetlistym czy ciemnym. To jest o połączeniu.

Jest to stan przepiękny, ale nie jest możliwy do wymuszenia czy włączenia zgodnie z naszą wolą. Jednocześnie może być zbyt trudny dla tych wewnętrznych części nas, które lubią żyć w swoim rytmie. Tych części nas, które eksplorowały i uczyły się się nadawania rytmu, rozdzielenia, ciemności i chaosu. Dla tych części nas, które potrzebowały eksplorować i są jeszcze w eksploracji poprzez idee, doświadczenie, doznawanie ciemności i rozdzielenia.

Wchodzenie w rytm serca jest o decyzji, ale w rytmie serca nie zmusimy naszych ciemnych, chaotycznych, eksplorujących części do zamilknięcia czy zniknięcia.

Gdy jest się poza rytmem serca, trudno wyobrazić sobie, jak to jest. A gdy jest się w nim naprzemiennie, nie zawsze wybiera się serce.

Gdy jednak życie miota Cię między światło a cień, między dobro i zło, między chaos i porządek, między zdrowie i autodestrukcję, GDY TĘSKNISZ ZA HARMONIĄ, wracaj do serca.

W rytmie serca nie patrzysz na ludzi wybierających inny rytm z wyższością. W rytmie serca czujesz czułość do swoich słabości i kroków w tył.

Gdy nie jesteś w sercu, możesz tego nie wiedzieć. Tak samo jak daltonista nie wie, jak to jest widzieć świat kolorowo.

GDY JEST ZBYT TRUDNO, WRACAJ DO SERCA.

a także…

BĄDŹ ŁASKAWY_A DLA SIEBIE, GDY UCIEKASZ OD SERCA

_____

„Poczynając od poziomu świadomości 540 i powyżej 500 zjawiska zachodzą jednocześnie, są one niewytłumaczalne dla rozumu, zwyczajowych konceptualizacji logiki czy przyczyny i skutku. Towarzyszą one stopniowej dominacji duchowej energii (kundalini) i zachodzą na skutek działania pola kontekstowego, a nie woli.

Klasycznie określa się je jako siddhi. Oznaczają one „nadprzyrodzone” czy „cudowne”/mistyczne moce, ponieważ nie można ich logicznie wytłumaczyć.

W początkowych stadiach mogą pojawiać się sporadycznie, lecz w miarę rozwoju świadomości stają się coraz częstsze a czasem stałe. Nie są zamierzone i powstają samoczynnie.

Należą do nich dary widzenia na odległość, prekognicji, jasnowidzenia, jasnosłyszenia, pozazmysłowej percepcji, psychometrii, bilokacji oraz cuda, włącznie ze spontanicznymi wyzdrowieniami i transformacjami.

Te zdolności czy zjawiska nie są zależne od osobowej kontroli; nie są one konsekwencją „przyczyny i skutku”. Dlatego też przestrzega się uczniów, aby nie uznawali ich za własne, zachodzą bowiem niezależnie od osobowego „ja” czy jaźń. W związku z tym, jak powiedziano wcześniej, żadna „osoba” nie dokonuje cudów, ponieważ powstają one wyłącznie za sprawą Ducha. Przerost duchowego ego eliminuje uczciwość i pokorę, co powoduje powstanie pokusy wykorzystania ich dla własnych korzyści.

W końcu to, co pozornie „niezwykłe”, staje się nową rzeczywistością, jakby żyło się od tej pory w innym wymiarze, w którym rzeczy rzekomo niemożliwe manifestują się bez wysiłku, niczym zaaranżowane. Moc pola automatycznie wspiera wyłonienie się karmicznego potencjału jako przejawionej, harmonijnie rozwiniętej rzeczywistości. Dynamika jest nieliniowa i dlatego niezrozumiała dla intelektu, który zakłada istnienie ograniczeń liniowego newtonowskiego modelu przyczynowości oraz jest niezdolny do pojęcia wyłaniania się Boskiego Porządku czy Harmonii.”

D. Hawkins, „Przekraczanie poziomów świadomości”

unsplash.com

WOJOWNICZKA SERCA, WOJOWNIK SERCA

To nie jest osoba, która pozwoli przekraczać swoje granice.

To nie jest osoba, która gasi swoje emocje, żeby uniknąć konfliktu.

To nie jest osoba, która da sobie wmówić, że dumę i zadowolenie z siebie należy stłamsić.

To nie jest osoba, która krytykuje innych, gdyż pamięta, że ci, których obgadujemy i źle oceniamy, to w rzeczywistości nieuznane części nas samych.

To jest osoba, która z pamięci o swoim sercu i duszy, odważy się prędzej czy później sięgnąć po swoją autentyczność.

To jest osoba, która pozwala sobie na słabszy dzień i odpoczywa w cieniu swojego łóżka i w ten sposób się regeneruje.

To jest osoba, która walczy o siebie, gdy siły emocji, choroby, śmierci, krytyki i zdrady próbują ją złamać, pamiętając, że to piękne siły sprzymierzeńców ku mocy.

To jest osoba, która otwiera się na to, czego nie zna.

To jest osoba, która pamięta, że serce bez mocy to za mało.

Bądź, wstań, idź swoją drogą. Masz prawo.

Zdjęcie: Marek Piwnicki, unsplash

„CZY TY SKOŃCZYŁAŚ PSYCHOLOGIĘ I PSYCHOTERAPIĘ?”

Takie kiedyś otrzymałam pytanie w kontekście używanych przeze mnie słów na fanpage’u. Tak, ukończyłam psychologię i dwuletnie studium psychoterapii Arnolda Mindella. „Ale metody, których używasz są spoza nauki”. Tak, zgadza się, większość metod, których używam, czyli szamanizm, Kroniki Akaszy, Ustawienia przy bębnie szamańskim i praca z procesem w kawałku szamańskim u Arnolda Mindella nie wywodzą się z nauki, ale od Szamanów, ludzi spoza systemu. Większość moich Nauczycieli na mojej drodze (w tym Arnold Mindell) tworzyli własne metody w oparciu o eklektyczne spojrzenie na człowieka i sposoby pomagania. Wielowymiarowe spojrzenie. Żeby uznać, że coś jest niewystarczające, zbyt wąskie, żeby móc to poszerzyć, trzeba to poznać. Tak robili moi Nauczyciele, tak postępuję też ja w swojej pracy.

W ostatnich tygodniach po ukończonym studium w Instytucie Psychologii Procesu, mocno biłam się z myślami, czy podjąć drugi etap nauki w Instytucie i podążyć w stronę certyfikacji, co oznaczałoby dalszą naukę i pomaganie ludziom pod superwizją i koniecznością ograniczenia swoich metod do tej uznanej przez Instytut. To byłaby dla mnie bezpieczna droga w strukturze. I duża część mnie chciała tam pójść dalej. Ze względu na społeczność, poczucie przynależności, bezpieczne podążanie za Nauczycielami. W tym samym czasie w moich snach i zbiegach okoliczności w moim życiu zaczęły pojawiać się wiedźmy, płonące stosy, zbuntowane wściekłe smoki, kobiety, które żyją poza systemem, nieoczekiwana podróż w góry świętokrzyskie. Moje ciało mówiło „nie”.

Pomyślałam, że uczyłam się sposobów pomagania ludziom przez 15 lat, a od 2015 roku pracuję z ludźmi.

I czas zacząć się dzielić całością. Nie umiem się zwężać.

I ostatecznie zostałam przy swojej drodze. Nieprzystającej do systemu nauki i psychologii, instytutów i formalnych systemów superwizyjnych. Zdaję sobie sprawę, że to może być nie do przyjęcia i kontrowersyjne dla wielu. Ale taka jest moja prawda. Miarą prawdy jest dla mnie skuteczność i to, co pokazuje mi doświadczenie w pracy z klientami.

Archetyp Wiedźmy dotychczas nie był mi bliski, ale teraz zaczyna nabierać dla mnie znaczenia. Kobiety eksplorujące perspektywy alternatywne do ogólnie przyjętej, bywają wygnane, samotne i nie jest to łatwe.

Mam nadzieję, że żyjemy w czasach, gdy ludzie niemieszczący się w ramach też mają swoje miejsce w społeczeństwie XXI wieku, tak zróżnicowanym i skomplikowanym.

Człowiek jest ogromną Tajemnicą. Ty jesteś Tajemnicą. Chcę ją nadal odkrywać.

Zdjęcia: unsplash.com (Miriam Espacio, Joshua Newton, Joanna Kosinska, Mark Tagethoff)

ŚCIEŻKA SERCA

„Ścieżka serca sprawia, że czujesz się silny i szczęśliwy, gdyż podąża ona za snami, twoim śniącym ciałem, twoim mitycznym zadaniem. (…)

Ścieżka serca jest ścieżką płynną, bez sztywnych tożsamości. To starożytna chińska Droga – Tao. To woda. Nie ma formy i nie ma planów, ale płynie wszędzie tam, gdzie otwiera się przejście. Wojownik na ścieżce serca jest jak flet, który pozwala, by wiatr grał na nim jego własną melodię”

„Psychologia i szamanizm” Arnold Mindell

Czy jesteś na swojej ścieżce serca?

Co blokuje Ci do niej dostęp?

Jak można ją odkryć?

Ścieżka serca to przeciwność wysiłku, walki, przetrwania.

Wolne serce to takie, które nie musi się już bronić i nie musi zdobywać.

W harmonii z otoczeniem jest sobą.

Kroniki Akaszy
Usiądźmy razem w gabinecie – odkrywaj swoją Ścieżkę Serca.

POWOŁANIE

„Zrozumiałam, że zmiany zachodzą bez naszej zgody. Tak u roślin, jak i u mnie. Po prostu zachodzą. I wtedy stajemy się inni…

Jest tyle pomysłów, rzeczy, ludzi, dróg do wyboru. Zaczynałam wierzyć, że pasjonujemy się czymś, bo potrzebujemy zawężania naszego postrzegania”

(Meryl Streep w filmie „Adaptacja” z 2002r.)

Gdy brakuje nam pasji i poczucia sensu życia, szukamy Przeznaczenia, które powinniśmy odkryć i sądzimy, że dotychczas nam się to nie udało.

A co jeśli Powołania nie ma? Jeśli nie ma Przeznaczenia przez duże P?

Co jeśli są drogi bliższe sercu albo te bezpieczniejsze dla umysłu, co jeśli jest wiele potencjalności w nas do odkrycia, które wzajemnie się wykluczają i zmuszają nas do wyboru między tym, co da nam więcej przyjemności, światła, miłości a tym, co napina, złości, stresuje, kumuluje nasze zmęczenie…?

Czy czujesz, że droga, którą podążasz, jest dla Ciebie najlepsza? Czy chcesz zmienić tor swojego życia?

Zapraszam na zdalne odczyty Kronik Akaszy, jeśli chcesz pogłębić swoje rozumienie własnych decyzji i to, co możesz więcej, inaczej.

A poniżej fragment jednego z moich ukochanych filmów – „Adaptacja” z 2002 roku – w którym bohaterowie szukają swojej pasji, drogi życiowej i szczęścia. Tęsknią za pasją życia. Jak owady poszukują kwiatów, w których zakochują się na chwilę, zapylają je w miłosnym uścisku, by lecieć dalej i nieświadomie przyczyniać się do rozkwitu życia. Jeśli nie znasz tego filmu, gorąco polecam.

Fragment filmu „Adaptacja”

ROSYJSKI SZAMANIZM WG JACKA HUGO-BADER’A

Moje ulubione cytaty z książki „Szamańska Choroba” Jacka Hugo-Bader’a:

„Każdy szaman ma swoją własną drogę do szamaństwa, każdy na swój sposób przechodzi szamańską chorobę. To może być choroba ciała, choroba psychiczna albo duszy, a więc jakaś magiczna przemiana, do której doprowadza pogmatwane życie, sytuacja bez wyjścia, tragiczna. Straszna po prostu. Nawet alkoholizm może być szamańską chorobą, doświadczenie więzienne, wojna, śmierć bliskich, narkotyki… Nieważne, co to jest, ważne, żeby było intensywne. I żeby bolało. Każdy jakoś jest doświadczany, poddawany próbie, przymuszany przez duchy, los czy też przeznaczenie, aby wstąpił na tę drogę. Potem duchy otwierają mu trzecie oko, którym można spojrzeć albo w głowę innego człowieka, w jego myśli albo w inne światy. Te obok nas, równoległe, w których mieszkają nieziemskie istoty. Są szamani, którzy popatrzą na człowieka i od razu wszystko o nim wiedzą, znają jego przeszłość i przyszłość, ale nawet dla nich nie jest to żaden dar, tylko przekleństwo.”

🌿

„Szamańskiej rodzinie dawany jest tylko jeden dar, który może przechodzić na wnuka, córkę, syna, siostrę albo brata, ale nawet więzy krwi nie ratują następcy od choroby szamanskiej. Swoje musi przejść. Przecierpieć.”

🌿

„Potrzebowałem miesiąca, żeby to zrozumieć. Żeby nie chcieć za dużo, nie szarpać się, nie napinać, nie walczyć, nie wypruwać żył, nie gnać na złamanie karku, niczego nie robić na siłę i za wszelką cenę. Dotarło to do mnie dopiero tutaj, na Ałtaju. Potrzebny był miesiąc, żeby zwyczajny człowiek z Europy zrozumiał, co to znaczy, że droga sama prowadzi. W miejsca, które są dla ciebie otwarte. Gdzie masz być, a te, które są dla ciebie zamknięte, to choćbyś się oblał benzyną i podpalił, to i tak tam nie dotrzesz.”

🌿

„Ale nim dotarli do przełęczy, Daniił orientuje się, że idą na zatracenie, przychodzi bardzo gwałtowne załamanie pogody. Zrywa się lodowata burza śnieżna, do tego mróz, wichura, a na rozbicie namiotów nie ma miejsca, czasu ani siły. Daniił zbija dzieciaki w gromadki i owija w płachty namiotów, jak może, podtrzymuje je na duchu, żeby przetrwały jakoś do rana, ale przecież wie, że na tej wysokości pogoda nie poprawi się pewnie przez wiele dni, a już następnej nocy dzieci zaczną umierać z wychłodzenia jedno po drugim. – Sytuacja bez wyjścia – opowiada Daniił – ani do przodu ani do tyłu, kończy się jedzenie, nie ma czego pić. Zrywam się o czwartej nad ranem, brnę w zadymce na przełęcz i padam na kolana. Do tego dnia żyłem jak zwykły chłopak zapatrzony w ideały wielkiego października, kosmomolec, sekretarz organizacji partyjnej na moim roku, absolutny ateista… Po prostu czterdziestoletni człowiek radziecki, chociaż Ałtajec, a teraz padam na kolana i zaczynam się modlić. Pierwszy raz w życiu, do tego w moim języku, a nie po rusku, do moich duchów i duchów tego miejsca, tej przełęczy, gór, całego Ałtaju… I nagle czuję wielkie ciepło płynące z ziemi do moich kolan, bioder, piersi i wyżej, chociaż wszędzie śnieg i mróz, a ta straszna czarna kopuła burzowych chmur nad moją głową gwałtownie się rozstępuje. Po prostu jak na filmie, robi się widno, jakby ktoś chwycił kotarę i gwałtownym ruchem odsłonił okno albo scenę. Huragan odlatuje w stronę królewskiej góry Biełuchy, a chwilę później pojawia się słonce.Byli uratowani. W pół dnia przewaliło się na drugą stronę przełęczy i zeszli do doliny.Tak Daniił narodził się jako szaman. – I zrozumiałem, co to jest siła modlitwy. Modlitwy czystego serca! A czyste serce masz tylko wtedy, kiedy grozi ci śmierć. Bo modlitwa musi mieć moc, żeby cię duchy usłyszały – mówi Daniłł. – Przecież to kiedyś byli normalni ludzie, mogą nie słyszeć, bo harmider wokół nich okropny, wszyscy gadają, czegoś chcą, proszą, jęczą, zrzędzą.. Ale jak w słowach będzie moc, na pewno zwrócą na ciebie uwagę.”

🌿

„Andriej twierdzi, że nawet najpodlejsze ludzkie życie ma więcej smaku niż życie duchów. Bogów nawet. Bo będąc tylko ludźmi, możemy jednak popatrzeć, posłuchać, powąchać, posmakować, dotknąć… Kochamy się, śmiejemy, płaczemy, odczuwamy gorycz, utratę, szczęście… Czujemy! A w górnym i dolnym świecie nie ma tego wszystkiego. Tam jest bez emocji. Bogowie nie przeżywają, nie cierpią, a więc i nie kochają. Nie są szczęśliwi. Ale i nie nieszczęśliwi.- Co ty pleciesz?! – protestuję. – Opowiadasz o bogach jak o sztucznej inteligencji.- Jak wchodzę w anganalny trans, wpuszczam w siebie ducha. to patrzę na te wszystkie istoty, rozmawiam z nimi i widzę, że one nie rozumieją emocji – wyjaśnia szaman Andriej. – Nie wiedzą, dlaczego ten człowiek płacze, dlaczego się śmieje, jest szczęśliwy. Oni nie rozumieją, co my czujemy. Szaman im musi wszystko tłumaczyć. A potem tłumaczy człowiekowi ich przekaz.”

(„Szamańska choroba” – Jacek Hugo-Bader. Autor w tym reportażu zawarł zwierzenia i spotkania z szamanami Rosji – południowo-wschodnia Rosja, głównie przy granicy z Mongolią)

PEŁNIA – GDY IDZIESZ NOWĄ DROGĄ DLA TWOJEGO RODU

Dzisiaj śniło mi się, że mój Tata wyznał mi, że tak naprawdę mam innych rodziców i pokazał mi ich. Tatą okazał się przywódca klanu motocyklistów – silny mężczyzna z brodą, jadący Harley-Davidsonem. A mamą blondynka z długimi blond włosami, sławna i pewna siebie aktorka. Po przebudzeniu byłam oczarowana i próbowałam poczuć, jak by to było mieć takich rodziców. Kim byłabym, gdybym miała takich rodziców? I momentalnie poczułam, że to byłby jakiś rodzaj zdrady wobec moich faktycznych Rodziców, że zostawiłabym i Ich i zdradziła: Ich sposoby życia, Ich problemy i sposoby funkcjonowania w świecie. Niewdzięczność! Ale… przyszła myśl, że i tak żyję inaczej niż Oni. Buduję inne związki, nie zdecydowałam się na dzieci, wybieram wolny zawód bez etatu, mam przekonania i sposoby na życie, których oni nigdy by nie wybrali. Często w ostatnich latach czułam, że na jakimś poziomie Ich zostawiam.

Ale… Chwilę potem przyszedł mi do głowy obraz. Moi prawdziwi Rodzice za mną. Tata po prawej, Mama po lewej. A Ci nowi, ze snu z przodu. Podają mi ręce i prowadzą do nowego. Otworzyła się we mnie nowa przestrzeń, do której oddychałam. Zaczęły przychodzić dawno nie przywoływane wspomnienia. Mój Tata, który opowiadał mi, że w młodości jechał na motocyklu z kolegą i mieli wypadek. Od tego czasu bał się motocykli. Często czułam w Nim potrzebę bycia w ruchu, mobilności i wolności, których, miałam wrażenie, nie zrealizował. I Mama – która chciała pójść do szkoły artystycznej, ale Jej Rodzice nie zgodzili się i nie mieli na to pieniędzy. Często mówiła mi, że ma żal za tym marzeniem.

I nagle przyszedł wgląd. Może ja właśnie żyję życiem, którym Oni nie mogli. Może właśnie mogę teraz poczuć, że wspierają mnie na tej nowej drodze. W Nowym, nieznanym. A lęki, schematy myślenia i hamulce, które czasem czuję, mogę właśnie powoli zostawiać za sobą.

Usłyszałam takie zdania.

Już możesz tak, jak my nie mogliśmy.

Chcemy dla Ciebie najlepszej dla Ciebie przyszłości.

Wow, pomyślałam, że to mój Tata przysłał mi Nowych Przewodników we śnie. Wolnych, realizujących marzenia. Nowe jakości, które wskażą mi drogę. Potencjalności, które w nich zostały zakłócone. Że to tak naprawdę oni, ale czyści, bez trudności, które ich przerosły.

Gdy zeszłam na dół, zobaczyłam, że moja kotka przyniosła mi umierającego ptaka z ogrodu. Dumna z siebie przyniosła pokarm dla nas. Coś musi umrzeć, żeby młode mogły się spełnić. Tak to poczułam. Chociaż w sercu żal tej wystraszonej Istotki. Pochowałyśmy ją pod sosną. Tego dnia na mazurskich drogach minęłam kilkunastu motocyklistów, słuchając „Easy Ridera”.