WSZYSTKO WE MNIE KRZYCZY

Bóle barków, napięta klatka piersiowa, bóle w dłoniach, kontuzje, napięte szczęki i problemy z dziąsłami… Niewyrażona złość zatruwa ciało od środka poprzez skumulowaną energię.

Dzisiejsze zapytanie od jednego z potencjalnych klientów przypomniało mi moją „przygodę” sprzed lat – z napadowymi bólami prawego barku. Uzdrawianie tej części ciała trwało u mnie ponad rok.

  • Fizjoterapia pomogła mi zrozumieć, że nie ma fizycznej przyczyny. Masaże rehabilitanta nie pomagały.
  • Bodywork pomógł mi dotrzeć do wizji, żywego obrazu, w którym moi koledzy na polu bitwy zostawili mnie rannego. W wizji byłam mężczyzną, któremu oberwało prawe ramię. Ogromny ból i wściekłość. Dlaczego mnie zostawiliście?! Krzyczałam w trakcie bodyworku MA-URI.
  • W ustawieniach przyglądałam się wojskowej linii męskiej od mojego Taty, ściskany w prawej dłoni pistolet czy karabin pozwalały Im przetrwać. Ustawienie było o wychodzeniu z pola wojny. Jestem pierwszą od co najmniej 5 pokoleń, która nie strzelała na rozkaz.
  • W wolnych chwilach kładłam się i pozwalałam ręce boleć, wypłakując bezsilność i złość. (zainspirowana „Techniką uwalniania” Hawkinsa, który zalecał po prostu bierne przyjmowanie – w tamtym czasie nie było to dla mnie łatwe, gdyż byłam w głębokim yang i nieustannym działaniu).

W tamtym czasie wściekałam się znacznie częściej niż teraz. Ale nadal złość jest mi bliska i często mam mimowolnie zaciśniętą prawą dłoń, nawet gdy odpoczywam.

Jeśli czujesz w sobie złość, ale nie potrafisz jej wyrazić i stanąć za sobą…. Jeśli otoczenie narzeka na Twoje wybuchy gniewu i jest to Twoja trudność… Jeśli miewasz kontuzje, które wynikają z nadmiernego stresu i napięcia np. w pracy… Innymi słowy, jeśli duża energia w Tobie przestaje być dla Ciebie konstruktywna, a zaczyna jej być za dużo… Chcę Ci powiedzieć:

NIE MUSI TAK BYĆ I SĄ NA TO SPOSOBY.

Zdjęcie: Henry Hustava, unsplash.com

EMOCJA POTENCJAŁEM I TROPEM

Emocje to adekwatna reakcja na otoczenie i/lub zapis historii z przeszłości.

Gdy w życiu pojawia się coś trudnego albo nowego, pojawia się w nas emocja, najczęściej trudna. I to ta emocja jest pomostem do akcji lub historii z potencjałem uzdrowienia.

Emocja to zapis historii lub informacja, jak się mam z tym, co się dzieje. Nić Ariadny do sedna.

Dusza przeżywa swoje losy i przytrafiają się jej różne historie, ale przeważnie szuka równowagi między dobrem i złem, między szczęściem i nieszczęściem, między stymulacją i nudą itd.

Gdy dusza formuje się w ciało, dzieje się to w rodzinie, która odpowiada jej dziejom duszy i potrzebie równowagi. Innymi słowy rodzina podaruje genetycznie takiemu ciału dokładnie takie tło, jakiego potrzebuje. Rodzice takiej Istoty wychowają je zgodnie z tymi potrzebami.

Zatem jeśli dusza potrzebuje przeżyć np. radość, wrodzi się w rodzinę, w której będzie miała okazję w pełni przeżyć między innymi tę emocję. Jeśli na przykład potrzebuje bycia ofiarą, zadziewają się sytuacje nadużycia.

Powyższe myślenie zawiera teleologiczne twierdzenia w duchu New Age. Może być jednak tak, że klucz trafia do zamka, a rzeka spływa po zboczu tam, gdzie jej łatwiej, nie zatrzymując się na przeszkodach.

Tak już jest.

Na poziomie ludzkiej percepcji jest wina, odpowiedzialność, niewinność, pomoc.

Na poziomie emocji – dużo przeżyć i osobowość, która się uczy.

Na poziomie rodu – historie, które programują działanie potomków.

Jeśli emocja jest czymś więcej niż reakcją na sytuację zewnętrzną, a więc przychodzi „jakby znikąd”, wskazuje ona na to, że jest jakiś przeszły temat. A do nas należy decyzja, czy chcemy tę emocję przepuścić przez siebie i intencjonalnie zajrzeć w ten temat.

Są więc co najmniej 3 poziomy historii i ich uzdrowienia:

  • dzieciństwa – np. terapia, praca z wewnętrznym dzieckiem, bliska rozmowa z przyjacielem, intymność relacji miłosnej
  • rodu – np. ustawienia systemowe metodą Berta Hellingera
  • dalekich rodowych pamięci (zwanych wcieleniami) – rytualna praca i wgląd, intencjonalne żegnanie i odsyłanie do światła (dzięki np. informacjom z kronik Akaszy, metod jest wiele)

(niektórzy do powyższej listy dodają światy równoległe i inne linie czasowe)

Czasem wystarczy przepuścić emocję i nie musimy wiedzieć, co się wydarzyło. Zdarza się, że bardzo chcemy „przepuścić taką emocję, ale dochodzi do blokady. Gdy pojawia się taki opór w jej przepuszczeniu – dobrze się wesprzeć na kimś, kto trzyma przestrzeń, pomoże zrozumieć umysłowi, pomoże w tym, żeby przekroczyć granicę kontroli. Czasem emocje są przerażające dla potrzeby kontroli.

Coraz więcej osób na świecie jest gotowych uzdrawiać kwantowo, skracając czas emocji. Jednak czasem jest tak, że umysł i ciało potrzebują nadążyć i dożyć dane doświadczenie.

Czasem potrzebne jest także nazwanie, zrozumienie, połączenie czucia z myślą i słowami.

Zdjęcie: Kat J (unsplash.com)

POKOCHAĆ SIEBIE – CO TO ZNACZY?

Pokochać siebie – co to znaczy? Takie zdanie usłyszałam wielokrotnie, pytając w Kronikach o to, co najważniejsze dla mnie w tym życiu.

Zadawałam je wiele razy, bo nie mogłam uwierzyć, że tylko o to chodzi, gdy za każdym razem przychodzi ta sama odpowiedź.

Ale gdy zaczęłam się zagłębiać w to zdanie, z biegiem miesięcy, odsłaniało się coraz więcej warstw i drobnych wyborów, przed którymi stawałam, żeby pogłębiać czucie tej tajemniczej miłości do siebie.

Pusty frazes zamieniał się w prostsze do zrozumienia i wypełnienia rozwiązania.

Zaczęłam słyszeć proste pytania. W tu i teraz coraz częściej pytam siebie:

  • Co wybrać, żeby było lepiej dla mnie?
  • Jak spędzać czas?
  • Jak mniej planować i oczekiwać od przyszłości?
  • Jak mniej myśleć o przyszłości?
  • Z kim i z czym mi łatwiej i przyjemniej?
  • W jakich sytuacjach się napinam, a w jakich stresuję i jak mogę ich unikać?
  • Dlaczego uznaję, że trudniejsze jest bardziej wartościowe niż łatwiejsze? Jak puścić to przekonanie?
  • Co przyniesie mi dzisiaj przyjemność i ulgę?
  • Co mogę dzisiaj dla siebie zrobić?

Z miłością i wyrozumiałością do siebie, że lepiej i więcej na teraz nie umiem.

Pokochać siebie…

pokochać siebie
Zdjęcie: Jen P., unsplash.com

ROSYJSKI SZAMANIZM WG JACKA HUGO-BADER’A

Moje ulubione cytaty z książki „Szamańska Choroba” Jacka Hugo-Bader’a:

„Każdy szaman ma swoją własną drogę do szamaństwa, każdy na swój sposób przechodzi szamańską chorobę. To może być choroba ciała, choroba psychiczna albo duszy, a więc jakaś magiczna przemiana, do której doprowadza pogmatwane życie, sytuacja bez wyjścia, tragiczna. Straszna po prostu. Nawet alkoholizm może być szamańską chorobą, doświadczenie więzienne, wojna, śmierć bliskich, narkotyki… Nieważne, co to jest, ważne, żeby było intensywne. I żeby bolało. Każdy jakoś jest doświadczany, poddawany próbie, przymuszany przez duchy, los czy też przeznaczenie, aby wstąpił na tę drogę. Potem duchy otwierają mu trzecie oko, którym można spojrzeć albo w głowę innego człowieka, w jego myśli albo w inne światy. Te obok nas, równoległe, w których mieszkają nieziemskie istoty. Są szamani, którzy popatrzą na człowieka i od razu wszystko o nim wiedzą, znają jego przeszłość i przyszłość, ale nawet dla nich nie jest to żaden dar, tylko przekleństwo.”

🌿

„Szamańskiej rodzinie dawany jest tylko jeden dar, który może przechodzić na wnuka, córkę, syna, siostrę albo brata, ale nawet więzy krwi nie ratują następcy od choroby szamanskiej. Swoje musi przejść. Przecierpieć.”

🌿

„Potrzebowałem miesiąca, żeby to zrozumieć. Żeby nie chcieć za dużo, nie szarpać się, nie napinać, nie walczyć, nie wypruwać żył, nie gnać na złamanie karku, niczego nie robić na siłę i za wszelką cenę. Dotarło to do mnie dopiero tutaj, na Ałtaju. Potrzebny był miesiąc, żeby zwyczajny człowiek z Europy zrozumiał, co to znaczy, że droga sama prowadzi. W miejsca, które są dla ciebie otwarte. Gdzie masz być, a te, które są dla ciebie zamknięte, to choćbyś się oblał benzyną i podpalił, to i tak tam nie dotrzesz.”

🌿

„Ale nim dotarli do przełęczy, Daniił orientuje się, że idą na zatracenie, przychodzi bardzo gwałtowne załamanie pogody. Zrywa się lodowata burza śnieżna, do tego mróz, wichura, a na rozbicie namiotów nie ma miejsca, czasu ani siły. Daniił zbija dzieciaki w gromadki i owija w płachty namiotów, jak może, podtrzymuje je na duchu, żeby przetrwały jakoś do rana, ale przecież wie, że na tej wysokości pogoda nie poprawi się pewnie przez wiele dni, a już następnej nocy dzieci zaczną umierać z wychłodzenia jedno po drugim. – Sytuacja bez wyjścia – opowiada Daniił – ani do przodu ani do tyłu, kończy się jedzenie, nie ma czego pić. Zrywam się o czwartej nad ranem, brnę w zadymce na przełęcz i padam na kolana. Do tego dnia żyłem jak zwykły chłopak zapatrzony w ideały wielkiego października, kosmomolec, sekretarz organizacji partyjnej na moim roku, absolutny ateista… Po prostu czterdziestoletni człowiek radziecki, chociaż Ałtajec, a teraz padam na kolana i zaczynam się modlić. Pierwszy raz w życiu, do tego w moim języku, a nie po rusku, do moich duchów i duchów tego miejsca, tej przełęczy, gór, całego Ałtaju… I nagle czuję wielkie ciepło płynące z ziemi do moich kolan, bioder, piersi i wyżej, chociaż wszędzie śnieg i mróz, a ta straszna czarna kopuła burzowych chmur nad moją głową gwałtownie się rozstępuje. Po prostu jak na filmie, robi się widno, jakby ktoś chwycił kotarę i gwałtownym ruchem odsłonił okno albo scenę. Huragan odlatuje w stronę królewskiej góry Biełuchy, a chwilę później pojawia się słonce.Byli uratowani. W pół dnia przewaliło się na drugą stronę przełęczy i zeszli do doliny.Tak Daniił narodził się jako szaman. – I zrozumiałem, co to jest siła modlitwy. Modlitwy czystego serca! A czyste serce masz tylko wtedy, kiedy grozi ci śmierć. Bo modlitwa musi mieć moc, żeby cię duchy usłyszały – mówi Daniłł. – Przecież to kiedyś byli normalni ludzie, mogą nie słyszeć, bo harmider wokół nich okropny, wszyscy gadają, czegoś chcą, proszą, jęczą, zrzędzą.. Ale jak w słowach będzie moc, na pewno zwrócą na ciebie uwagę.”

🌿

„Andriej twierdzi, że nawet najpodlejsze ludzkie życie ma więcej smaku niż życie duchów. Bogów nawet. Bo będąc tylko ludźmi, możemy jednak popatrzeć, posłuchać, powąchać, posmakować, dotknąć… Kochamy się, śmiejemy, płaczemy, odczuwamy gorycz, utratę, szczęście… Czujemy! A w górnym i dolnym świecie nie ma tego wszystkiego. Tam jest bez emocji. Bogowie nie przeżywają, nie cierpią, a więc i nie kochają. Nie są szczęśliwi. Ale i nie nieszczęśliwi.- Co ty pleciesz?! – protestuję. – Opowiadasz o bogach jak o sztucznej inteligencji.- Jak wchodzę w anganalny trans, wpuszczam w siebie ducha. to patrzę na te wszystkie istoty, rozmawiam z nimi i widzę, że one nie rozumieją emocji – wyjaśnia szaman Andriej. – Nie wiedzą, dlaczego ten człowiek płacze, dlaczego się śmieje, jest szczęśliwy. Oni nie rozumieją, co my czujemy. Szaman im musi wszystko tłumaczyć. A potem tłumaczy człowiekowi ich przekaz.”

(„Szamańska choroba” – Jacek Hugo-Bader. Autor w tym reportażu zawarł zwierzenia i spotkania z szamanami Rosji – południowo-wschodnia Rosja, głównie przy granicy z Mongolią)

„BÓJ SIĘ I RÓB” ORAZ „PORADŹ SOBIE ZE STRESEM”, CZYLI SPOSÓB NA TO, JAK PRZESTAĆ SŁUCHAĆ SIEBIE

„BÓJ SIĘ I RÓB” ORAZ RADZENIE SOBIE ZE STRESEM to najszybsze sposoby na to, żeby przestać słuchać siebie. Od wczesnych lat szkolnych edukacja i kapitalizm oparty o ideę wzrostu i wszelkie „coraz więcej” uczą nas, że życie bez stresu jest niemożliwe. Uczy się nas, jak ignorować lęk i nie słuchać go. Bać się i działać mimo to. Nic dziwnego. System szkolny i większość prac, które wykonujemy są stresujące. Bez uczniów i pracowników wykonujących to, czego się od nich oczekuje, system by padł. Mówię tu o stresie powodowanym przez to, jak działamy i jakich „wyzwań” się podejmujemy, czując, że „nie ma przecież innej drogi”. Wielu z nas poddaje się treningowi i walczy o najlepsze oceny, najlepiej zdane matury, najlepsze uczelnie, najwyżej płatne prace, awanse, podwyżki, zagraniczne wakacje, własne mieszkania, większe mieszkania, domy, domki za miastem, większą popularność, oryginalność, wyróżnienie się, …

Ale… Czy rzeczywiście życie bez stresu jest niemożliwe? I nie mówię tu o naturalnych, wiecznych, losowych sytuacjach, jak śmierć bliskiej osoby, śmiertelne/chroniczne choroby nasze lub bliskich, dotkliwe straty i rozstania. W końcu są to przemyślenia człowieka Zachodu w dniach pokoju.

Mówię o stresie, który wybieramy, podążając za ambicjami i marzeniami, które niekoniecznie wynikają z naszego serca, ale właśnie z ambicjonalnego głosu tzw. superego, opartego o „muszę”, „bez tego będę nikim”, „bez tego moje życie nie będzie nic warte”…

A ciało do nas mówi. I lęk do nas mówi. Często mówią, że tego nie chcą. Mówią do nas napięciami, chorobami, mandatami za przekroczoną prędkość, wypaleniem zawodowym, niechęcią do życia, depresją.

Gdy jedna Twoja cześć bardzo czegoś chce, a inna bardzo się boi, pijesz kawę, sięgasz po cukier i używki, czasem leki psychotropowe, idziesz na kolejną imprezę w piątek. To są Bogu ducha winni i skuteczni towarzysze, którzy dają wytchnienie w sytuacjach stresu, bo przecież decydujesz się nie słuchać lęku i sięgać po swoje plany.

Często mówi się, że stres i lęk są atawistyczną, czyli jakby nieadekwatną, jak kość ogonowa, reakcją na zagrożenie. Bo przecież jaskiniowcy, spotykając w lesie zagrażające zwierzę, uciekali, więc potrzebowali wyrzutu adrenaliny. Uciekali. A dlaczego my przestaliśmy uciekać i udajemy, że to, co wybieramy jest wyzwaniem, a nie zagrożeniem, ze stresem trzeba sobie radzić? Dlaczego zaczęliśmy przekłamywać to, czego doświadczamy?

LĘK MOŻE BYĆ INFORMACJĄ, ŻE COŚ JEST NIE TAK, A TA DROGA, MIEJSCE LUB LUDZIE NIE SĄ DLA CIEBIE. POTRZEBUJEMY PRZESTAĆ TRAKTOWAĆ LĘK I STRES JAKO PROBLEM SAM W SOBIE. POTRZEBUJEMY ZACZĄĆ SŁUCHAĆ LĘKU JAK PRZYJACIELA. NAUCZYĆ SIĘ Z NIM BYĆ, BEZ DALSZEGO SIĘ TRIGGEROWANIA.

Proponuję Ci eksperyment – przyjrzyj się, proszę, obszarom/działaniom/ projektom w Twoim życiu i zobacz, które Cię stresują. Jaki głos namawia Cię, żeby przy nich trwać? Co każe Ci nie słuchać głosu lęku? Wokół których z nich pojawia się najwięcej sięgania po chwile wytchnienia zmieniające stan świadomości (np.używki)?

Większość z nas, mieszkańców Zachodu, skutecznie zinternalizowała kapitalizm i często płynie on w naszych żyłach. Ale serce, gdy oczyścić je z krwi, jest białe. Świetliste. Chce tego, co sprawia radość, relaksuje i daje szczęście.

Z miłością. ❤️

zdjęcie: unpsplash.com

TANIEC ŻYCIA I ŚMIERCI, CZYLI CHOROBA W UJĘCIU SZAMAŃSKIM

Chciałabym opowiedzieć trochę więcej o jednej z perspektyw, sposobów patrzenia na zjawisko „choroby” (lub też jedną z grup przypadków choroby, którą spotykam u klientów, w swoim życiu i w literaturze). Sądzę, że perspektyw czy dynamik stojących za chorobą jest więcej (gdy pomyśli się choćby o chorujących na śmiertelny nowotwór kilkuletnich dzieciach…).

W tej perspektywie u dorosłego choroba chroniczna/gwałtowna i odczuwana jako zagrożenie życia lub mobilności i swobodnego życia… może być przedstawiana jako:

konflikt dwóch energii – starej i nowej (ujęcie szamańskie i jungowskie/Mindellowskie)

– czyli tej energii, która żyje jak dawniej i tej, która chce czegoś zupełnie nowego w przejawieniu się przez nasze życie…. Ta druga energia to część nas, która była w naszym życiu zbyt długo oddzielona, nierozpoznana, poza naszą tożsamością. Czasem jest ona potrzebna na nowej drodze, aby otworzyć nowy rozdział i zamieniła się w symptom chorobowy. Czasami ta nowa energia, która powoduje konflikt odzywała się w nas za pomocą sygnałów nie tylko w ciele. Czasem poprzez emocje lub sytuacje życiowe.

Niewidziane, niesłyszane energie były już wcześniej.

Ta nowa energia wygląda dla chorego tak, jakby wkradała się do ciała i stawała się czymś, co nam się przydarza i nie jest nasze. W naszym postrzeganiu jest sprawcą i przyczyną nieszczęścia, lęku i zagubienia. A my jej ofiarą.

Podczas gdy medycyna mówi o WALCE z chorobą i broniącym się przed nią ciele, w ujęciu szamańskim chorobę traktuje się jako część naszego wyłaniającego „nowego ja”. Niestety to „nowe ja” niezawsze, a przeważnie bardzo rzadko jest zbieżne z tym, jak byśmy chcieli żyć i funkcjonować w świecie.

Takie doświadczenie bólu i zmian w ciele to informacje, które potrzebujemy z zaciekawieniem poeksplorować, poznać, zidentyfikować i w odpowiednim tempie zintegrować.

Brzmi ładnie w teorii, ale w praktyce eksplorację poprzedza żałoba za starym zdrowym życiem, depresja i bezsilność, złość.

Choroba to znak naszej Duszy/ nieświadomości/ Istoty Potencjału, która mówi nam, nie idąc na kompromisy, że już najwyższy czas na głęboką zmianę na poziomie tożsamości, a tym samym podejmowanych decyzji i wybieranych strategii na szczęście i rozwój.

Taka zmiana nie dotyczy zadania do wykonania, robienia czegoś inaczej, projektu do domknięcia. To jest zmiana Ja, która się zadziewa na najgłębszych poziomach stałej tożsamości.

Zmiana jest szczególnie trudna, gdy kochaliśmy naszą przedchorobową tożsamość, życie, relacje, sposoby osiągania przyjemności i radzenia sobie z przeszkodami. Tę grę w życie już mieliśmy opanowaną i nagle BUM – pojawia się choroba. A… choroba poza naszą wolą zmienia nagle nurt naszej rzeki i… nie wiemy dokąd płyniemy, nienawidzimy choroby i doświadczeń z ciała, jakie nam serwuje, ograniczeń, w które nas wrzuca. To jest mocne Hiobowe „dlaczego ja” i niezgoda na zmianę. I ta niezgoda też jest ważna.

Droga akceptacji zmiany i poddania się zmianie bywa długa i konstruktywnie przeprowadzona ostatecznie może doprowadzić nas do punktu pokory i poddania się temu, co jest poza naszą kontrolą.

Poddani zaczynamy słuchać ciała i doświadczeń w ciele i dostosowywać się do nich.

Wtedy też pojawia się przebłysk głębszej przemiany – alchemii – i powoli budzi się nowa tożsamość.

W poddaniu się chorobie jest ogromna moc samopoznania.

Choroba i ból uczą nas nowego tańca z życiem. Dlatego śmierć i energię zagrażające życiu nazywa się Sprzymierzeńcami, którzy pozwalają nam szukać na nowo coraz większej mocy w sobie i swoim życiu. Budzą nas do życia na nowo.* To trochę tak, jakby powiedziano nam, że został nam rok życia. To tak, jakby zmieniono nam scenerię najbliższego otoczenia, czyli naszego wehikułu na tej planecie, i rzucono nam wyzwanie „a jak poradzisz sobie w takich warunkach?”.

Takie wyzwania to piękne momenty, w których z biegiem czasu… potencjalnie możemy odnaleźć się na nowo albo odkryć diamenty naszej istoty, których nigdy nie byliśmy świadomi. Te wyzwania mogą zmienić nasz światopogląd i pomóc w postrzeganiu świata w zupełnie nowy sposób.

Często jest to samotna droga… Samotne jest doświadczenie choroby i nieuniknionej straty zdrowia i tego, jak było przed chorobą. Tylko Ty jesteś w swojej skórze… Samotne jest doświadczanie zbuntowanego ciała poza kontrolą. Wiedzą to tylko ci, którzy mają już takie doświadczenie za sobą/doświadczają tego teraz. Jeśli to ważne dla Ciebie, mam to doświadczenie i ja.

Zapraszam do kontaktu, jeśli „mierzysz się” z chorobą, bólem, śmiertelnością. Będę zaszczycona móc Ci towarzyszyć w drodze odkrywania Twojego nowego Ja i tego, czym życie chce być dla Ciebie w nowym rozdziale Twojego życia. W takiej drodze być może będzie potrzebnych kilka spotkań, być może dłuższy proces spotykania się w Twojej nowej drodze… w której będę Ci towarzyszyć w odzieraniu Twojej świadomości z kolejnych warstw tematów, schematów i wychodzenia z niespodzianych zakrętów. Na początku drogi możemy ustalić jak często i w jaki sposób będziemy się spotykać.

Mogę się z Tobą spotkać online lub w gabinecie na żywo (Mokotów, Warszawa), gdzie w przyjaznej przestrzeni poprzez rozmowę, medytacje i intuicyjne pogłębianie emocji, ciała i przekonań, będziemy odkrywać źródła i drogowskazy. Twoje diamenty w ciemności choroby. Celem spotkań jest Twoje doświadczenie wglądu, zmiany, zrozumienia. W Twoim tempie.

Co ważne – takie podejście wsparcia w chorobie na sesjach ze mną, nie oznacza odstąpienia od leczenia medycznego, pozwala je uzupełnić i eksplorować doświadczenie choroby i psychiczną stronę schorzenia.

Ps.: W temacie powyżej… Dzisiaj zatrzymał mnie ten trailer, myślę, że wybiorę się do kina na ten film: https://youtu.be/7gn6BLmo5Zw

* Więcej o śmierci jako Sprzymierzeńcu, który pozwala odzyskać moc, można przeczytać np. w „Podróży do Ixtlan” Castanedy. W tym ujęciu śmierć i/lub destrukcyjna energia zmuszają nas do znalezienia tańca, który pozwoli iść do życia i znaleźć swoją realizację. Nie dają wyboru. Gdy znajdzie się taniec i zacznie się tańczyć, śmierć/ destrukcyjna siła oddala się.

zdjęcie: Pixabay