MĄDROŚĆ (NIE)ZMIENIANIA SIEBIE

„To nie jest żaden plan zbawienia, nie chodzi o to, byśmy starali się stać lepszymi, niż jesteśmy. (…)

Otóż, po pierwsze, chęć zmieniania siebie jest zasadniczo formą autoagresji. Po drugie, tak się składa – szczęśliwie czy nie – że w naszych słabościach jednocześnie zawiera się nasza wspaniałość. Nasze neurozy i nasza mądrość są utkane z tej samej materii.”

Pema Chödrön – „Mądrość nieuciekania”

Jeśli chcesz się zmienić, to jest ok. Zanim jednak zabierzesz się za reperacje… zapraszam Cię do zobaczenia tego, dlaczego chcesz się zmienić i dla czego/kogo nie chcesz już być taki, jak teraz.

Czasami chęć zmiany jest sposobem na odcięcie się od części siebie. Czasami jest chęcią dopasowania się do innych/sytuacji, bo wydaje nam się, że inaczej nie da się żyć.

Czasami jednak pragnienie zmiany jest chęcią powrotu do siebie i pragnieniem, by właśnie porzucić maski i przestać udawać być tym, kim się nie jest. Dla dobra sprawy. Dla pieniędzy. Dla innych.

Zdjęcie: Henry and Co., unsplash.com

PRZEZNACZENIE, CZYLI TO, CO WYBIERASZ

„Wędrowcze, nie ma drogi,

droga powstaje, gdy idziesz.”

Antonio Machado

Tym krótkim zdaniem mogłabym streścić wszystkie przekazy, które przychodzą dla moich Klientów, gdy pytają w swoich Kronikach o swoje przeznaczenie. I może dodałabym jeszcze, że stajemy przed rozgałęzieniem dróg, a żadna z nich lepsza ani gorsza, co najwyżej mniej lub bardziej ciekawa lub przyjemna.

Jeśli nie zrealizujemy jakiegoś planu lub marzenia teraz, dopełni się ono w innych liniach czasowych, światach równoległych, przyszłych życiach świadomych istot, których częścią będziemy. Takie spojrzenie wymaga spojrzenia na świat jako na nierozdzielną całość.

Każda z dróg niesie ważne doświadczenia. Jeśli nie teraz, nie w tym życiu, to i tak to doświadczenie się przejawi w jakimś życiu, w jakimś ciele. Wszystkie istoty tej planety śnią sen Ziemi i przejawiają jej potencjał. Wszystko zostanie wyrażone. Nie wszystko musi się przejawić poprzez nasze ciało.

Na ile potrafisz spojrzeć na siebie jako część całości?

Zapraszam na sesje indywidualne i odczyty z kronik Akaszy.

Zdjęcie: Martino Pietropoli, unsplash.com

BYCIE ZALEŻNYM JEST NIEMODNE

Kibicuję wszystkim, którzy pragną obfitości finansowej i niezależności finansowej, szczególnie kobietom ze względu na ich rangę w patriarchalnym świecie i tradycji polskich.

Chcę jednak poruszyć problem lęku przed byciem zależnym.

ZALEŻNOŚĆ OD INNYCH objęta świadomością i docenieniem na pewno jest bardzo rozwojowa dla osób, które większość dorosłego życia uczyły się nadmiernej niezależności i dążyły do skrajnej samodzielności.

Zwykle dążenia do niezależności uczy się poprzez stawanie się kimś innym niż Rodzic, który tej niezależności nie miał – słabszy Rodzic uzależniony finansowo, decyzyjnie, mieszkaniowo od swojego partnera/partnerki. Na przykład córka patrzy na swoją mamę, która jest przemocowo uzależniona finansowo od swojego męża. Mówi sobie wtedy „nigdy nie będę jak moja matka”. Nie chcę doznawać przemocy finansowej.

Taki rodzaj zależności Rodzica skleja się w umyśle dziecka z BEZRADNOŚCIĄ. Bezradnością w znaczeniu nieumiejętności wprowadzenia zmiany/podjęcia działania, nawet wtedy, gdy są ku temu możliwości (wyuczona bezradność ze słynnego eksperymentu ze zwierzątkami, które karane dość długo, nie uciekały, nawet gdy otwierano im klatki). Dla wielu osób bycie zależnym oznacza właśnie bycie bezradnym i bezsilnym.

Nadmiarowe dążenie do bycia wolnym i niezależnym jest modne – mam tu na myśli model „walki” przy unikaniu słabości i zależności za wszelką cenę. Ma to walory zabezpieczania się na „wszelkie” wypadki. W swoim cieniu taka postawa może natomiast nie sprzyjać długim relacjom, bliskości, budowaniu długich i głębokich doświadczeń, zobowiązań. Nieświadome dążenie do nadmiernej kontroli nad swoim życiem sprzyja też powstawaniu silnego napięcia między PLANEM I WYOBRAŻENIEM JAK MA BYĆ VS JAK JEST. Co nieustannie motywuje do zmian, zmieniania, poprawiania, ciągłego uzdrawiania, w pętli powtórzeń. Łatwiej chcieć coś zmienić niż zaakceptować czy tolerować to coś, czyli po prostu pozwolić czemuś być.

Ale… w rzeczywistości jest przecież tak, że:

  • W bliskiej relacji zależymy od emocji i decyzji bliskich.
  • W pracy zależymy od tego, jak pracują i funkcjonują inni, …
  • Prowadząc firmę, zależymy od tego, ilu klientów zgłosi się do nas po usługę/ produkt, od opinii i woli wielu osób.

Będąc cielesnym, zależymy od obecnosci lub braku chorób. A przyczyn wielu z nich nadal nie znamy. Nawet jeśli uznajemy je za psychosomatyczne/genetyczne czy rodowe, dojście do tej przyczyny, która z nami rezonuje, i tak nie gwarantuje, że wyzdrowiejemy. A czasem jest tak, że symptomy i choroby zmuszają nas do zmian – albo zrobisz tak, albo nadal będziesz chory (zbuntowane ciało).

Mieszkając w danym kraju, zależymy od woli głosującej większości współobywateli.

Żyjąc po prostu, zależymy od Losu, synchroniczności, nagłych końców i początków.

Tak sobie myślę, że to ważne czasem uznać w sobie zależność i dać jej przestrzeń. Uznać zależność bez odbierania sobie mocy, siły, swojego zdania, przestrzeni i radości bycia sobą. I to połączenie w praktyce może nie być proste. Bo przecież nie chcemy być bezradni. Jest też trudne w dobie ezoteryki, która sprzedaje samą siebie jako narzędzie do osiągnięcie ciągłego szczęścia, zdrowia, wewnętrznego światła. Trudne w czasach, gdy wierzymy, że sky is the limit, a wszystko zależy od nas…

Przychodzą mi takie zdania:

Zależę od innych i Losu, jednocześnie mając swoją moc. Świat pełen jest Tajemnicy. Chylę czoła Tajemnicy, chylę czoła swojej wyjątkowości, jednocześnie kłaniam się sieci współzależności, w której żyję. Chcę odróżniać to, na co mam wpływ i poddać się temu, na co wpływu nie mam.

(Podobne do modlitwy AA, która ma silne pole i w moim odczuciu prostą mądrość).

Jak to widzisz?

Ps.: W ramach praktyki pogłębiania uznania dla zależności, zamieniłam niedawno,po 5 latach, samochód na pociąg, oddając kierownicę i pedał gazu komuś innemu. 🌞

zdjęcie: unsplash.com

POWOŁANIE

„Zrozumiałam, że zmiany zachodzą bez naszej zgody. Tak u roślin, jak i u mnie. Po prostu zachodzą. I wtedy stajemy się inni…

Jest tyle pomysłów, rzeczy, ludzi, dróg do wyboru. Zaczynałam wierzyć, że pasjonujemy się czymś, bo potrzebujemy zawężania naszego postrzegania”

(Meryl Streep w filmie „Adaptacja” z 2002r.)

Gdy brakuje nam pasji i poczucia sensu życia, szukamy Przeznaczenia, które powinniśmy odkryć i sądzimy, że dotychczas nam się to nie udało.

A co jeśli Powołania nie ma? Jeśli nie ma Przeznaczenia przez duże P?

Co jeśli są drogi bliższe sercu albo te bezpieczniejsze dla umysłu, co jeśli jest wiele potencjalności w nas do odkrycia, które wzajemnie się wykluczają i zmuszają nas do wyboru między tym, co da nam więcej przyjemności, światła, miłości a tym, co napina, złości, stresuje, kumuluje nasze zmęczenie…?

Czy czujesz, że droga, którą podążasz, jest dla Ciebie najlepsza? Czy chcesz zmienić tor swojego życia?

Zapraszam na zdalne odczyty Kronik Akaszy, jeśli chcesz pogłębić swoje rozumienie własnych decyzji i to, co możesz więcej, inaczej.

A poniżej fragment jednego z moich ukochanych filmów – „Adaptacja” z 2002 roku – w którym bohaterowie szukają swojej pasji, drogi życiowej i szczęścia. Tęsknią za pasją życia. Jak owady poszukują kwiatów, w których zakochują się na chwilę, zapylają je w miłosnym uścisku, by lecieć dalej i nieświadomie przyczyniać się do rozkwitu życia. Jeśli nie znasz tego filmu, gorąco polecam.

Fragment filmu „Adaptacja”

PEŁNIA – GDY IDZIESZ NOWĄ DROGĄ DLA TWOJEGO RODU

Dzisiaj śniło mi się, że mój Tata wyznał mi, że tak naprawdę mam innych rodziców i pokazał mi ich. Tatą okazał się przywódca klanu motocyklistów – silny mężczyzna z brodą, jadący Harley-Davidsonem. A mamą blondynka z długimi blond włosami, sławna i pewna siebie aktorka. Po przebudzeniu byłam oczarowana i próbowałam poczuć, jak by to było mieć takich rodziców. Kim byłabym, gdybym miała takich rodziców? I momentalnie poczułam, że to byłby jakiś rodzaj zdrady wobec moich faktycznych Rodziców, że zostawiłabym i Ich i zdradziła: Ich sposoby życia, Ich problemy i sposoby funkcjonowania w świecie. Niewdzięczność! Ale… przyszła myśl, że i tak żyję inaczej niż Oni. Buduję inne związki, nie zdecydowałam się na dzieci, wybieram wolny zawód bez etatu, mam przekonania i sposoby na życie, których oni nigdy by nie wybrali. Często w ostatnich latach czułam, że na jakimś poziomie Ich zostawiam.

Ale… Chwilę potem przyszedł mi do głowy obraz. Moi prawdziwi Rodzice za mną. Tata po prawej, Mama po lewej. A Ci nowi, ze snu z przodu. Podają mi ręce i prowadzą do nowego. Otworzyła się we mnie nowa przestrzeń, do której oddychałam. Zaczęły przychodzić dawno nie przywoływane wspomnienia. Mój Tata, który opowiadał mi, że w młodości jechał na motocyklu z kolegą i mieli wypadek. Od tego czasu bał się motocykli. Często czułam w Nim potrzebę bycia w ruchu, mobilności i wolności, których, miałam wrażenie, nie zrealizował. I Mama – która chciała pójść do szkoły artystycznej, ale Jej Rodzice nie zgodzili się i nie mieli na to pieniędzy. Często mówiła mi, że ma żal za tym marzeniem.

I nagle przyszedł wgląd. Może ja właśnie żyję życiem, którym Oni nie mogli. Może właśnie mogę teraz poczuć, że wspierają mnie na tej nowej drodze. W Nowym, nieznanym. A lęki, schematy myślenia i hamulce, które czasem czuję, mogę właśnie powoli zostawiać za sobą.

Usłyszałam takie zdania.

Już możesz tak, jak my nie mogliśmy.

Chcemy dla Ciebie najlepszej dla Ciebie przyszłości.

Wow, pomyślałam, że to mój Tata przysłał mi Nowych Przewodników we śnie. Wolnych, realizujących marzenia. Nowe jakości, które wskażą mi drogę. Potencjalności, które w nich zostały zakłócone. Że to tak naprawdę oni, ale czyści, bez trudności, które ich przerosły.

Gdy zeszłam na dół, zobaczyłam, że moja kotka przyniosła mi umierającego ptaka z ogrodu. Dumna z siebie przyniosła pokarm dla nas. Coś musi umrzeć, żeby młode mogły się spełnić. Tak to poczułam. Chociaż w sercu żal tej wystraszonej Istotki. Pochowałyśmy ją pod sosną. Tego dnia na mazurskich drogach minęłam kilkunastu motocyklistów, słuchając „Easy Ridera”.