RELACJA Z MATKĄ (LUB OJCEM) – PRZYSZYWANE PRAWDY

„Aby rozbroić komunikaty przekazywane ci przez matkę [lub ojca] i podświadomie przyswojone jako twoje własne prawdy, musimy cofnąć się daleko w przeszłość. Przypomnij sobie zatem najczęstsze, najbardziej typowe komentarze na swój temat, jakie docierały do ciebie w dzieciństwie. Zauważ, że matka [lub ojciec] nie zawsze musiała ubierać je w słowa – komunikacja pozawerbalna bywa nie mniej wymowna. Matka mogła po prostu zachowywać się w określony sposób, aby okazać ci niechęć czy dezaprobatę, i niewykluczone, że robi tak nadal, używając znanych ci gestów, min i spojrzeń. Dlatego przyglądając się poniższej liście, pomyśl i o tym pozasłownym ekwiwalencie albo wzmocnieniu jej przekazu. 

(…) A oto pojawiające się fałszywe komunikaty:

– Jesteś straszną egoistką.

– Jesteś niewdzięcznicą. 

– Coś z tobą nie w porządku.

– Niczego nie umiesz zrobić dobrze.

– Nie wiesz, jak być kochaną. [jak kochać]

– Myślisz tylko o sobie.

– Ciągle sprawiasz mi zawód.

– Nigdy do niczego nie dojdziesz.

– To przez ciebie mam tyle problemów.

– nigdy nie znajdziesz sobie mężczyzny.

– Nigdy nie będziesz tak ładna (atrakcyjna/ błyskotliwa/ ustawiona w życiu itp.)

– Nie masz za grosz rozsądku.

– Nie obchodzi mnie, co sobie myślisz.

– Nie jesteś niczym innym jak ciężarem.

– Więcej z tobą kłopotów niż pożytku.

– To ty ściągasz na rodzinę problemy (zagrożenie/ wstyd itp.).

– Gdybyś była inna, nigdy by to tego nie doszło (do agresji/ przemocy/ molestowania itp.)

Komentarze w tym duchu często padają z ust matek [lub ojców] narcystycznych, rywalizujących, despotycznych czy zwłaszcza wyrodnych. Są obliczone na to, by ci dopiec, pognębić cię jeszcze bardziej, a jednocześnie okazać wszechwładzę matki i usprawiedliwić ją we własnych oczach. Przerzucają na ciebie winę za twoje cierpienia i wszelkie rodzinne patologie, których jesteś ofiarą. Twoja matka [lub ojciec] uchyla się w ten sposób od odpowiedzialności za ciebie, twoje bezpieczeństwo i warunki do prawidłowego rozwoju. Jest to jej metoda samooobrony, bezmyślna, albo – przeciwnie – dobrze przemyślana i perfidna, ale zawsze szkodliwa dla ciebie. Jeśli czujesz teraz znajomy skurcz żołądka albo słyszysz w uszach głos matki [ojca], jakby stała obok, dany przekaz najprawdopodobniej tkwi w tobie głęboko i kontynuuje swą krecią robotę. Identyfikacja tych negatywnych przekazów jest ważnym pierwszym krokiem w kierunku odebrania im destrukcyjnej siły.

(…)

Są i inne fałszywe komunikaty [ze strony matek i ojców], pozornie pochlebne, a tak naprawdę obciążające cię nadmiernie i bezprawnie:

– Jesteś całym moim życiem.

– Jesteś najlepszą częścią mnie.

– Nie potrzebuję nikogo poza tobą.

– Ty jedna o mnie myślisz.

– Tylko ty możesz ocalić naszą rodzinę.

– Jesteśmy sobie tak bliskie, że musimy dzielić się wszystkim, bez żadnych sekretów.

– Jesteś moją najlepszą przyjaciółką.

– Zawsze będziesz moją małą dziewczynką.

– Tylko na ciebie mogę liczyć.

– Potrzebuję cię jak powietrza – nie mogę bez ciebie żyć. 

– Kocham cię najbardziej na świecie, znacznie bardziej niż twojego ojca. [niż twoją matkę]  

– Nie mam innego celu poza tobą, musisz mi pomóc, bo nie wiem, co zrobić z resztą życia.

Ta druga kategoria komunikatów [pierwszą znajdziesz w poprzednim poście], chociaż inna, jest nie mniej destrukcyjna. One również przerzucają odpowiedzialność, tym razem za dobrostan matki i całej rodziny, na twoje dziecięce barki. Mogą brzmieć kusząco, ale jest w nich desperacja i jawny zamach na twoją wolność. Takie przekazy najczęściej wysyła matka zaborcza [lub ojciec zaborczy] – żeby zatrzymać cię przy sobie i dla siebie – albo niewydolna, wymagająca matkowania – żeby zamienić się z tobą rolami.

(…)

Wiele fałszywych komunikatów dotyczy twojej roli jako córki [lub syna]. Najczęściej przybierają one formę nakazów i zakazów. [także między słowami, nie wprost]

– Twoim obowiązkiem jest uszczęśliwiać mnie.

– Moje uczucia są ważniejsze niż twoje.

– Musisz zasłużyć sobie na moją miłość.

– Masz obowiązek troszczyć się o mnie.

– Masz mnie słuchać.

– Masz mnie szanować, to znaczy robić wszystko po mojej myśli. 

– Nie waż się mnie krytykować ani mówić o mnie źle.

– Nie masz prawa do sprzeciwu.

– Masz być cicho.

– Masz dbać o spokój w rodzinie, nie wolno ci mnie denerwować.

– Masz obowiązek strzec rodzinnych tajemnic.

Twoja matka [lub ojciec] wpaja ci zatem nie tylko własne zdanie na twój temat – jaka rzekomo jesteś – ale również, jaka powinnaś być jako córka [lub syn]. Daje ci do zrozumienia, czego od ciebie oczekuje i jak widzi waszą relację. Zauważ, że cały powyższy zestaw uwzględnia wyłącznie jej potrzeby – nie ma w nim mowy o twoich. Nie leży w interesie matki [lub ojca] mówić ci, że w miarę jak rośniesz, masz prawo do coraz większej samodzielności i życia na własną rękę. Otrzymane przez ciebie programowanie skupia się na  twoich powinnościach wobec niej, a pomija się milczeniem to wszystko, co należy się tobie – i od niej i od ciebie samej.

(…) Programowanie wyniesione z dzieciństwa decyduje o ustalonym przez ciebie zakresie własnych możliwości, oczekiwaniach wobec życia, dobrych i złych wyborach oraz karach, jakie wymierzysz sama sobie za te drugie. (…) 

Myślisz może, że jako dorosła kobieta [luyb mężczyzna] potrafisz zbagatelizować to dziedzictwo. 'No tak, matka [lub ojciec] faktycznie wygadywała takie rzeczy – mówisz sobie. – Ale to było dawno i nieprawda, dzisiaj nie ma to na mnie najmniejszego wpływu”. Jeśli jednak nigdy nie podjęłaś aktywnej walki z matczynymi insynuacjami, a wasze relacje nadal sprawiają ci ból, wiedz, że twoje fałszywe przekonania niemal na pewno odgrywają w tym swoją rolę.

Zostawiłam na koniec jeszcze taki zestaw, bodajże najbardziej problematyczny dla córek [i synów]. Przeczytaj go uważnie:

– Gdyby mama [lub ojciec] zechciała się zmienić, czułabym się lepiej we własnej skórze.

– Gdyby tylko mama [lub ojciec] uświadomiła sobie, jak bardzo mnie rani, na pewno zachowywałaby się inaczej. 

Nawet jeśli mama [lub ojciec] potrafi być dla mnie okropna, nie powinnam się tym tak przejmować, bo wiem, że moje dobro leży jej na sercu.

Powyższe przekonania, często zaczynające się od gdyby, blokują cię w alternatywnym świecie twoich pragnień i tęsknot. Za sprawą myślenia życzeniowego pielęgnujesz w sobie bierność i reaktywność zamiast proaktywności, gdyż nadal, tak jak od lat, czekasz, aż to matka [lub ojciec] się zmieni. NIc bardziej mylnego” matka nie zmieni się dlatego, że ty tak bardzo tego chcesz. Masz wpływ tylko na siebie, nie na nią – i to ty musisz [możesz] się zmienić.

Nie ma sensu więc dłużej czekać, czas działać. Czas upomnieć się o to wszystko, czego odmówiono ci w dzieciństwie. [od rodziców lub od życia i świata].”

(komentarze w kwadratowych nawiasach są ode mnie)

„Matki, które nie potrafią kochać. Uzdrawiający poradnik dla córek” – dr Susan Forward, Donna Frazier-Glynn

Zdjęcie: Rock 'n’ Roll Monkey (unsplash com)

POWIEDZ MI, CO WIDZISZ NA MÓJ TEMAT? – ZAUFANIE DO SIEBIE

(przypomnienie tego, co wiesz)

Często słyszałam to pytanie w rozmowie przed lub po Bodyworku, który kiedyś wykonywałam w gabinecie: „a co Ty widzisz?”. Gdy tych pytań jest więcej niż zwykle, wtedy najczęściej odpowiadam „a Ty? co Ty widzisz?”. I wtedy okazuje się, że mój Klient widzi ogrom rzeczy, ale im nie dowierza.

I tak myślę, że jedną z podstawowych iluzji na drodze do własnej mocy jest przekonanie, że ktoś lub coś jest Ci niezbędne na zawsze w drodze do celu.

Czuję to tak, że niezależnie od tego, czy szukasz szerszej świadomości, tej jedynej prawdy czy szczęścia, jest wiele dróg i wiele sposobów.

Dla wielu osób metody, ludzie, książki to pomocnicy na dany etap. Są też osoby, które w danym życiu potrzebują jednej metody, żeby nie zgubić się w gąszczu wielości.

Nie mniej, dobry przewodnik na Twojej drodze to ten, który otwiera Ci drzwi do samodzielności.

Można spotkać na swojej drodze wiele osób, które mogą mieć większe doświadczenie od Ciebie, większą wiedzę i spojrzenie z większej ilości perspektyw. Są też istoty z innych wymiarów, które widzą i wiedzą/pamiętają więcej.

ZAUFANIE DO SIEBIE

Ale jeśli zapomnisz, że nikt i nic nie jest Ci KONIECZNE NA ZAWSZE I NIEZBĘDNE, żeby iść swoją drogą, możesz utknąć z ograniczającą iluzją, która odbierze Ci moc, wolność. Stracisz poczucie, że jesteś w stanie zobaczyć i czuć samodzielnie, żeby iść bardziej świadomie do przodu. Stracisz wzrok. I ja tam byłam. Bez wzroku i wiary w to, że widzę, przez wiele lat.

Jest takie powiedzenie bodajże w buddyzmie (choć nie pamiętam źródła) – „jeśli spotkasz na swojej drodze do oświecenia Buddę, który stanie ci na drodze, zabij go”.

PRZEWODNIK TO TYLKO DROGA DO TWOJEGO CELU

Mistrzowie, Przewodnicy światła w ciałach ludzi i w wersji eterycznych wizji (nieważne czy w Kronikach Akaszy, samotnej medytacji czy w trakcie spontanicznego odczucia przy obieraniu ziemniaków), to tylko palce wskazujące kolejny krok i potencjały do wyboru przez Ciebie. Palec wskazuje cel, ale sam nie jest celem. Wszystko, co wygląda jak jedyny cel lub jedyną drogę, najlepsza metodę, gwarant prawdy albo tak jest sprzedawane – jest potencjalną pułapką, zatrzymuje w drodze do szerokiego doświadczania.

Z abstrakcyjnego punktu widzenia…

Można powiedzieć, że na jakimś poziomie (poza linearnym czasem i rzeczywistością 3d) wszystko jest jednym, wszystko jest połączone, wszystko jest współzależne. A spotkanie z tym, co na zewnątrz jest spotkaniem z sobą samym_samą. To jest bardzo abstrakcyjne w porównaniu do doświadczenia naszego wymiaru. Na co dzień żyjemy w poczuciu ja vs świat zewnętrzny. Ten ktoś/to coś jeszcze nie jest pojęte jako my sami.

Mistrzowie, nauczyciele, przewodnicy, uzdrowiciele, których spotykasz, to Ty sama_sam w chwili przed integracją ich jakości. To właściwie jesteś już Ty, zanim staliście się jednym w paradoksie czasu.

Z perspektywy Punktu Zero/ Źródła spotykasz sam_sama siebie. Jesteś swoim własnym Mistrzem, którego szukasz.

Z KIM ROZMAWIASZ W CHANNELINGU

Tak więc… W moich kronikach Akaszy rozmawiam ze sobą z wyższego wymiaru. Ty w trakcie słuchania odczytu z Kronik Akaszy rozmawiasz ze sobą z przyszłości i innego wymiaru. W trakcie Bodyworku, masując Klienta, masuję samą siebie. W rozmowie w gabinecie rozmawiam ze sobą. Każdy Klient jest moim odbiciem w lustrze. Dla każdego Klienta jestem odbiciem w lustrze.

No ale…

Mówią też w koanach, że „czas liniowy nie istnieje, ale szklanka nadal pusta”. Paradoks naszego wymiaru. A żeby stała się pełna, potrzebujemy nalać do niej wody. Z perspektywy obserwatora poza czasem liniowym szklanka jest pełna i pusta jednocześnie…

Ostatnio wybrałam się na spotkanie, aby pogłębić wgląd na ważny dla mnie temat – odczyt Kronik i ustawienia. Na kilka dni przed tym spotkaniem, rozwiązanie już się pojawiło i miało zmaterializować się na kilka dni po dacie spotkania. Czułam, że na linii czasowej ustawienie już działa. Ale nie oznaczało to, że mam odwołać spotkanie. Potrzebowałam doświadczyć tego co pomiędzy teraz a przyszłością.

Nasze życie na tej planecie jest jak książka. Zakończenie trzymamy w ręku, ale żeby poznać historię, potrzebujemy przeczytać książkę strona po stronie. Wtedy poznamy całą historię i będziemy cieszyć się lekturą.

Dziękuję wszystkim Osobom, Nauczycielom i Przyjaciołom na mojej drodze, którzy słysząc moje „nie widzę” mówili „spójrz jeszcze raz” ❤️❤️❤️

🔥

Na moich sesjach jednym z moich podstawowych azymutów, który przyjmuję, jest wspieranie Klientów w samodzielnym poszerzaniu wglądu, widzenia, czucia tego, co dla Nich ważne. Wiara w swoje wizje. Uniezależnienie się w drodze do wolności. Odkrycie w sobie tej części, która wie i czuje, co jest prawdą. Odzyskanie wzroku.

Co by się stało, gdybyś częściej mowił_a „myślę, że” zamiast „przyszło do mnie”? Jak by to było poczuć, że możesz czuć i mówić prawdę spoza rozumu? Ty!

Zapraszam na spotkania ze sobą w lustrzanej komnacie mojego gabinetu 🔥 jestem potencjalnym (tylko/aż) kolejnym lustrem czy drogowskazem ❤️

Na jakimś poziomie już jesteś Ideałem. Ideałem w drodze.

Zdjęcia: Ian Keefe, Filip Stary, Kirill (unsplash.com)

PROBLEMY W RELACJI INTYMNEJ, W PRACY, CZYLI ZNOWU CI RODZICE?

W ostatnim tygodniu miałam nagłe telefony wieczorową porą z prośbą o odczyty Kronik Akaszy. Uwielbiam takie gorące ad hocowe prace. Jest w takich prośbach duża potrzeba zmiany, energia i motywacja zmiany. Niewygoda emocjonalna albo trudność w decyzji. Odwaga!

Zostać czy odejść ze związku?
Co zrobić z trudnymi klientami/szefem?
Dlaczego tracę pracę?
Wciąż się kłócę z partnerem/partnerką.

W zalążku obrazu, jaki często wyłania się w takich sytuacjach, pokazuje się WAŻNA dziecięca rana i trudne sytuacje z wczesnych lat życia. Strategie radzenia sobie w sytuacji przemocy lub obojętności.

Dziecko w nas potrzebuje zobaczenia, powrotu do tamtej sytuacji, uzdrowienia sytuacji nadużyciowych i bolesnego zaniedbania dziecięcych potrzeb.

Pole rany konstruuje w dorosłym życiu takie sytuacje, które powielają sytuacje z przeszłości, a dorosły w nas czuje się zagubiony i potrzebuje zrozumieć, dlaczego takie trudności się zdarzają.

TO MOŻNA UZDRAWIAĆ I OŚWIETLAĆ ŚWIADOMOŚCIĄ I NASZĄ MIŁOŚCIĄ TU I TERAZ

W takiej sytuacji wspólnie z Klientem/Klientką wędrujemy do przeszłości, dajemy Dziecku z Wtedy możliwość kwantowego ukojenia, wprowadzamy ratownika/wypowiadamy ukryte, zabieramy z trudnego miejsca do teraz. Uwalniamy emocje.

Pole dziecięcych ran ma często wiele warstw i może się przejawiać wielokrotnie i nie jest wstydem wracać do niego wielokrotnie w różnych kawałkach i odsłonach, mimo przebytych terapii.

Twój umysł potrzebuje zrozumieć, tak!
Twoje wewnętrzne dziecko potrzebuje ukojenia, wysłuchania, tak!
Twoje tu i teraz może być lżejsze, tak!

Zdjęcie: Ricardo Moura, unsplash

„CZY TY SKOŃCZYŁAŚ PSYCHOLOGIĘ I PSYCHOTERAPIĘ?”

Takie kiedyś otrzymałam pytanie w kontekście używanych przeze mnie słów na fanpage’u. Tak, ukończyłam psychologię i dwuletnie studium psychoterapii Arnolda Mindella. „Ale metody, których używasz są spoza nauki”. Tak, zgadza się, większość metod, których używam, czyli szamanizm, Kroniki Akaszy, Ustawienia przy bębnie szamańskim i praca z procesem w kawałku szamańskim u Arnolda Mindella nie wywodzą się z nauki, ale od Szamanów, ludzi spoza systemu. Większość moich Nauczycieli na mojej drodze (w tym Arnold Mindell) tworzyli własne metody w oparciu o eklektyczne spojrzenie na człowieka i sposoby pomagania. Wielowymiarowe spojrzenie. Żeby uznać, że coś jest niewystarczające, zbyt wąskie, żeby móc to poszerzyć, trzeba to poznać. Tak robili moi Nauczyciele, tak postępuję też ja w swojej pracy.

W ostatnich tygodniach po ukończonym studium w Instytucie Psychologii Procesu, mocno biłam się z myślami, czy podjąć drugi etap nauki w Instytucie i podążyć w stronę certyfikacji, co oznaczałoby dalszą naukę i pomaganie ludziom pod superwizją i koniecznością ograniczenia swoich metod do tej uznanej przez Instytut. To byłaby dla mnie bezpieczna droga w strukturze. I duża część mnie chciała tam pójść dalej. Ze względu na społeczność, poczucie przynależności, bezpieczne podążanie za Nauczycielami. W tym samym czasie w moich snach i zbiegach okoliczności w moim życiu zaczęły pojawiać się wiedźmy, płonące stosy, zbuntowane wściekłe smoki, kobiety, które żyją poza systemem, nieoczekiwana podróż w góry świętokrzyskie. Moje ciało mówiło „nie”.

Pomyślałam, że uczyłam się sposobów pomagania ludziom przez 15 lat, a od 2015 roku pracuję z ludźmi.

I czas zacząć się dzielić całością. Nie umiem się zwężać.

I ostatecznie zostałam przy swojej drodze. Nieprzystającej do systemu nauki i psychologii, instytutów i formalnych systemów superwizyjnych. Zdaję sobie sprawę, że to może być nie do przyjęcia i kontrowersyjne dla wielu. Ale taka jest moja prawda. Miarą prawdy jest dla mnie skuteczność i to, co pokazuje mi doświadczenie w pracy z klientami.

Archetyp Wiedźmy dotychczas nie był mi bliski, ale teraz zaczyna nabierać dla mnie znaczenia. Kobiety eksplorujące perspektywy alternatywne do ogólnie przyjętej, bywają wygnane, samotne i nie jest to łatwe.

Mam nadzieję, że żyjemy w czasach, gdy ludzie niemieszczący się w ramach też mają swoje miejsce w społeczeństwie XXI wieku, tak zróżnicowanym i skomplikowanym.

Człowiek jest ogromną Tajemnicą. Ty jesteś Tajemnicą. Chcę ją nadal odkrywać.

Zdjęcia: unsplash.com (Miriam Espacio, Joshua Newton, Joanna Kosinska, Mark Tagethoff)

ŚCIEŻKA SERCA

„Ścieżka serca sprawia, że czujesz się silny i szczęśliwy, gdyż podąża ona za snami, twoim śniącym ciałem, twoim mitycznym zadaniem. (…)

Ścieżka serca jest ścieżką płynną, bez sztywnych tożsamości. To starożytna chińska Droga – Tao. To woda. Nie ma formy i nie ma planów, ale płynie wszędzie tam, gdzie otwiera się przejście. Wojownik na ścieżce serca jest jak flet, który pozwala, by wiatr grał na nim jego własną melodię”

„Psychologia i szamanizm” Arnold Mindell

Czy jesteś na swojej ścieżce serca?

Co blokuje Ci do niej dostęp?

Jak można ją odkryć?

Ścieżka serca to przeciwność wysiłku, walki, przetrwania.

Wolne serce to takie, które nie musi się już bronić i nie musi zdobywać.

W harmonii z otoczeniem jest sobą.

Kroniki Akaszy
Usiądźmy razem w gabinecie – odkrywaj swoją Ścieżkę Serca.

OBUDŹ W SOBIE SMOCZYCĘ – JUŻ DOŚĆ!

Jestem bardzo poruszona dzisiejszą sesją, w której mogłam asystować Pięknej Kobiecie wielkiej mocy, która powoli odważa się stawać w swojej sile, niezgodzie na wykorzystywanie Jej niewinności i dobroci, w stawianiu granic światu. ❤️

To jest ten czas. W życiu wielu kobiet przychodzi wielkie wyzwanie wyrwania się z kajdan, które (nieświadomie) pozwoliły sobie nałożyć. Buntu na bycie grzeczna, ustępliwą, łagodną, uległą, starającą się zadowolić wszystkich wokół.

JUŻ DOŚĆ.

Zapraszam Cię, jeśli potrzebujesz asysty w budzeniu swojego świętego gniewu.

Zapraszam wszystkie Dusze złaknione utęsknionej siły stawania w swojej mocy.

Łączę się sercem z wszystkimi wyklętymi kobietami, uznanymi za szalone i izolowanymi od społeczeństwa. Teraz i w przeszłości mojej i Waszej. Z ranami życia w racjonalnym patriarchacie.

Poniżej kadr z filmu, który rozczarował wszystkich tym, że zakończył się szaleństwem i chęcią zemsty kobiety. ❤️ W kontekście tej historii i historii kilku tysięcy lat ucisku kobiet… oczekiwanie, że niewolnik uwolniony z kajdan siadzie z uśmiechem do kolacji ze swoim panem w świętej uni damsko-męskiej być może i jest piękny i wymarzony, ale… bez etapu wściekłości i chęci zemsty jest ułudą i kolejnym wytrychem, żeby panu było dobrze.

Źródło: Internet

INSPIRACJA TWÓRCZA

„Postawa życiowa artysty:

Artysta nie powinien okłamywać siebie ani innych

Artysta nie powinien kraść pomysłów innym artystom

Artysta nie powinien chodzić na kompromisy ze sobą ani ulegać wymogom rynku sztuki

Artysta nie powinien zabijać innych ludzi

Artysta nie powinien się kreować na idola […]

Artysta nie powinien się zakochiwać w innym artyście

Stosunek artysty do ciszy:

Artysta musi rozumieć ciszę

Artysta, żeby zacząć tworzyć, musi zrobić miejsce dla ciszy

Cisza jest niczym wyspa pośród wzburzonego oceanu

Stosunek artysty do samotności:

Artysta musi znaleźć czas na długie okresy samotności

Samotność jest dla artysty bardzo ważna

Z dala od domu, z dala od pracowni, z dala od rodziny, z dala od przyjaciół

Artysta powinien spędzać dużo czasu przy wodospadach

Artysta powinien spędzać dużo czasu w pobliżu wybuchających wulkanów

Artysta powinien spędzać dużo czasu na kontemplacji rwącej rzeki

Artysta powinien spędzać dużo czasu na kontemplacji linii między oceanem a niebem

Artysta powinien spędzać dużo czasu na kontemplacji gwiazd na nocnym niebie”

„Manifest życia artysty” według Mariny Abramović (cytat z książki „Pokonać Mur” Mariny Abramović)

Porażka, odrzucenie, samotność i niskie poczucie własnej wartości to wielcy nauczyciele, którzy boleśnie wskazują na powrót do siebie i zagłębienie się w ciche wyszeptane pytanie do siebie

CZEGO JA CHCĘ, DOKĄD ZMIERZAM, CZEGO I KOGO POTRZEBUJĘ

Być może już czas przestać zadowalać się połowicznymi rozwiązaniami i szukać w ciemno zadowolenia. Być może czas sięgnąć do swojej istoty, żeby zacząć budować w swoim życiu to, co prawdziwie Twoje. Być może to czas zaciekawić się na nowo i eksplorować wszystko bez wybrzydzania. Słuchać delikatnych podszeptów nowego, które chcą Cię przywrócić do Duszy i Jej prawdziwych pragnień.

Bez kompromisów.

Jeśli od dawna wybierasz ludzi i sytuacje i sposoby życia, które Ci nie służą, a sam(a) nie jesteś w stanie ich porzucić, wreszcie one same Cię pożegnają.

Poczuj teraz, jak zostaje w Twoim życiu na dłużej tylko to, co zgodne z Twoją istotą.

CO PRZESŁANIA TWOJĄ PRAWDZIWĄ ISTOTĘ?

Zdjęcie: Daniele Colucci, unsplash.com

GDZIE JEST MOJE MIEJSCE NA ZIEMI

CZYM DLA CIEBIE JEST DOM? GDZIE JEST TWOJE MIEJSCE NA ZIEMI? ILE POŚWIĘCISZ DLA SWOJEGO WŁASNEGO MIEJSCA? JAKI DOM DA CI SZCZĘŚCIE?

Jest wiele nieświadomych przekonań czy wewnętrznych przymusów, które kierują naszymi wyborami w obszarze budowania i poszukiwania „domu” (mieszkania/domu/ziemi):

Własne, ale ciasne.

Najważniejsza jest własna ziemia.

Najlepiej jest być w podróży.

Kredyt jest obciążający.

Tylko kredyt daje mi możliwość dojścia do dobrobytu.

Nie wyobrażam sobie mieszkać z kimś.

Dom jest tylko wtedy, gdy ma się rodzinę.

Ojczyzna jest najważniejsza.

Nigdy nie opuszczę swojego miasta.

W Polsce nie mam czego szukać.

Niesiemy w sobie wiele historii rodowych i zapamiętanych doświadczeń naszych rodziców. I może być tak, że sztywne podejście do tematu własnej przestrzeni czy sposobu uzyskania własnego lokum może być ograniczające i stresujące. Czasem marzenia nie stykają się z rzeczywistością. Narzucamy sobie pęta, które mają nas doprowadzić do standardu, który nasz umysł postrzega jako jedyny właściwy. Takie nieświadome dążenie, które często okazuje się „niemoje”, ale właśnie rodowe, może zamykać nam oryginalne, nieznane naszej rodzinie, drogi. Jak Ty postrzegasz idealne miejsce dla siebie? Czy chcesz odkryć swoje wdrukowane przekonania na ten temat?

Zamieszkanie z kimś bliskim to kolejny obszar do eksploracji, często do uzdrowienia, gdyż jest połączeniem dwóch historii i zestawów przekonań uosobionych w Tobie i Twoim partnerze/partnerce. Czasem dochodzi do konfliktu dwóch wizji. Nie dla wszystkich dom jest ostoją i spokojnym azylem. Dla wielu dom oznacza miejsce traumy, zdrady, cierpienia (gdy takie ślady w sercu pozostawia dzieciństwo w kontekście poczucia „domu”). Są też historie rodowe: pożarów, utraty majątków, ucieczek przed wojnami, przesiedleń. Czasem zapisy w naszych DNA związane z miejscem zamieszkania, narodem i majątkiem wpływają na nasze losy, decyzje i może to pozostawać poza naszą świadomością. Harmonijne połączenie swoich losów w jednym domu, gdy dwoje partnerów wprowadza się do wspólnej przestrzeni, bywa wyzwaniem.

W odczytach kronik Akaszy często wspieram klientów w tematach związanych z obszarami: domu, majątku, kredytów, kraju zamieszkania. Czy potrzebujesz wsparcia w tym obszarze?

Ps.: W temacie miejsca zamieszkania… skończyłam właśnie czytać „13 pięter” Filipa Springera i jestem w trakcie lektury „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” LeDuff’a. Gorąco polecam Wam te reportaże, jeśli nie mieliście jeszcze okazji. Pięknie pokazują, jak mentalność systemu politycznego, decyzje rządu, koleje losu narodu wpływają na nasze postrzeganie tego, jak należy i można mieszkać. Na co nas stać i jak dążymy do swojego miejsca na ziemi. Co kształtuje ceny nieruchomości i prawo własności. Oba reportaże zawierają mnóstwo historii o tym, jakich wyborów podejmują się ludzie z różnych środowisk, mający różne przeszłości i możliwości, światopoglądy.

W reportażu „13 pięter” Filip Springer analizuje fascynujące dążenie Polaków do własnego domu, choćby za cenę kredytów i dużych wyrzeczeń.

„Nareszcie jesteśmy gospodarzami w znacznej części własnego kraju, nareszcie po stu dwudziestu latach nadeszła godzina, że nie ma tu już obcego najazdu. Jesteśmy wolni. I tylko tygodnie oddzielają nas od błogosławionej chwili, kiedy wszyscy znajdziemy się pod własnym dachem” – cytat z Kuriera Warszawskiego z początku książki Springera.

Chciałbym/ chciałabym móc powiesić swoje obrazki na ścianach – to zdanie, które od wynajmujących słyszę najczęściej. Pojawia się w różnych kontekstach, zawsze słychać w nim jednak rozczarowanie i nadzieję, że kiedyś trafi się w takie miejsce, gdzie będzie można to zrobić. To zdanie o obrazkach jest mantrą umęczonych wynajmem po polsku, pojawia się w każdej rozmowie, odbija się od tych gołych ścian i grzęźnie w ciszy. Bo z reguły nie wolno.” (źródło, j.w.)

„Nie rozwiążemy problemu bezrobocia bez poprawy mobilności Polaków. A ci nie będą chcieli się przemieszczać, jeśli będą uwiązani kredytami do swoich mieszkań. Nie pokonamy kryzysu demograficznego, jeśli potencjalni rodzice nie będą mieli pewności, że nikt nie wyrzuci ich z domu miesiąc po narodzinach dziecka. Ale dla mnie najgorsze jest to, że wykastrowali mentalnie cała generację, wmawiając jej, że kredyt to jedyne rozwiązanie. Mieszkanie przestało się kojarzyć z obywatelskim prawem. Ludzie uwierzyli, że zaspokojenie tej potrzeby zależy tylko od ich ciężkiej pracy. Jeśli nie mają gdzie mieszkać, to znaczy, że zbyt słabo się starają. Takie postawienie sprawy jest po prostu nieludzkie”. (jedna z wypowiedzi bohaterów reportażu Filipa Springera)

Historia Detroit z kolei, być może ją znacie, to historia miasta, które ogłosiło bankructwo 9 lat temu i nadal wymiera ekonomicznie po zamknięciu fabryk samochodowych i serii zamieszek na tle rasowym z licznymi podpaleniami. Osiąga smutne rekordy wysokiej przestępczości.

„Trzykrotnie wybuchały tu zamieszki na tle rasowym i we wszystkich przypadkach miasto zostało spalone aż do fundamentów. (…) Detroit osiągnęło wyż demograficzny w latach pięćdziesiątych, gdy liczyli niemal milion dziewięćset tysięcy ludzi, z czego osiemdziesiąt trzy procent stanowili biali. Teraz w Detroit mieszka niecałe siedemset tysięcy osób, z czego dziewięćdziesiąt procent to czarni. I jest to jedyne amerykańskie miasto, w którym liczba mieszkańców przekroczyła milion, a później spadła poniżej tego progu.

(…)Można w końcu pomyśleć, że Detroit od początku było miastem tylko na chwilę, zepsutym już w zarodku; że jego upadek zaczął się na minutę przed tym, jak Henry Ford w ogóle zaczął je budować. Samochód stworzył Detroit i również samochód je pogrzebał. Pod wieloma względami Detroit zbudowane zostało jako miasto jednorazowego użytku. To przemysł samochodowy pozwolił na jego rozkład, bo to on pozwolił ludziom uciekać z płonącego miasta i zostawiać za sobą brudne fabryki i wciąż dymiące zgliszcza.” – „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” – Charlie LeDuff

Zdjęcia: unsplash

BYCIE ZALEŻNYM JEST NIEMODNE

Kibicuję wszystkim, którzy pragną obfitości finansowej i niezależności finansowej, szczególnie kobietom ze względu na ich rangę w patriarchalnym świecie i tradycji polskich.

Chcę jednak poruszyć problem lęku przed byciem zależnym.

ZALEŻNOŚĆ OD INNYCH objęta świadomością i docenieniem na pewno jest bardzo rozwojowa dla osób, które większość dorosłego życia uczyły się nadmiernej niezależności i dążyły do skrajnej samodzielności.

Zwykle dążenia do niezależności uczy się poprzez stawanie się kimś innym niż Rodzic, który tej niezależności nie miał – słabszy Rodzic uzależniony finansowo, decyzyjnie, mieszkaniowo od swojego partnera/partnerki. Na przykład córka patrzy na swoją mamę, która jest przemocowo uzależniona finansowo od swojego męża. Mówi sobie wtedy „nigdy nie będę jak moja matka”. Nie chcę doznawać przemocy finansowej.

Taki rodzaj zależności Rodzica skleja się w umyśle dziecka z BEZRADNOŚCIĄ. Bezradnością w znaczeniu nieumiejętności wprowadzenia zmiany/podjęcia działania, nawet wtedy, gdy są ku temu możliwości (wyuczona bezradność ze słynnego eksperymentu ze zwierzątkami, które karane dość długo, nie uciekały, nawet gdy otwierano im klatki). Dla wielu osób bycie zależnym oznacza właśnie bycie bezradnym i bezsilnym.

Nadmiarowe dążenie do bycia wolnym i niezależnym jest modne – mam tu na myśli model „walki” przy unikaniu słabości i zależności za wszelką cenę. Ma to walory zabezpieczania się na „wszelkie” wypadki. W swoim cieniu taka postawa może natomiast nie sprzyjać długim relacjom, bliskości, budowaniu długich i głębokich doświadczeń, zobowiązań. Nieświadome dążenie do nadmiernej kontroli nad swoim życiem sprzyja też powstawaniu silnego napięcia między PLANEM I WYOBRAŻENIEM JAK MA BYĆ VS JAK JEST. Co nieustannie motywuje do zmian, zmieniania, poprawiania, ciągłego uzdrawiania, w pętli powtórzeń. Łatwiej chcieć coś zmienić niż zaakceptować czy tolerować to coś, czyli po prostu pozwolić czemuś być.

Ale… w rzeczywistości jest przecież tak, że:

  • W bliskiej relacji zależymy od emocji i decyzji bliskich.
  • W pracy zależymy od tego, jak pracują i funkcjonują inni, …
  • Prowadząc firmę, zależymy od tego, ilu klientów zgłosi się do nas po usługę/ produkt, od opinii i woli wielu osób.

Będąc cielesnym, zależymy od obecnosci lub braku chorób. A przyczyn wielu z nich nadal nie znamy. Nawet jeśli uznajemy je za psychosomatyczne/genetyczne czy rodowe, dojście do tej przyczyny, która z nami rezonuje, i tak nie gwarantuje, że wyzdrowiejemy. A czasem jest tak, że symptomy i choroby zmuszają nas do zmian – albo zrobisz tak, albo nadal będziesz chory (zbuntowane ciało).

Mieszkając w danym kraju, zależymy od woli głosującej większości współobywateli.

Żyjąc po prostu, zależymy od Losu, synchroniczności, nagłych końców i początków.

Tak sobie myślę, że to ważne czasem uznać w sobie zależność i dać jej przestrzeń. Uznać zależność bez odbierania sobie mocy, siły, swojego zdania, przestrzeni i radości bycia sobą. I to połączenie w praktyce może nie być proste. Bo przecież nie chcemy być bezradni. Jest też trudne w dobie ezoteryki, która sprzedaje samą siebie jako narzędzie do osiągnięcie ciągłego szczęścia, zdrowia, wewnętrznego światła. Trudne w czasach, gdy wierzymy, że sky is the limit, a wszystko zależy od nas…

Przychodzą mi takie zdania:

Zależę od innych i Losu, jednocześnie mając swoją moc. Świat pełen jest Tajemnicy. Chylę czoła Tajemnicy, chylę czoła swojej wyjątkowości, jednocześnie kłaniam się sieci współzależności, w której żyję. Chcę odróżniać to, na co mam wpływ i poddać się temu, na co wpływu nie mam.

(Podobne do modlitwy AA, która ma silne pole i w moim odczuciu prostą mądrość).

Jak to widzisz?

Ps.: W ramach praktyki pogłębiania uznania dla zależności, zamieniłam niedawno,po 5 latach, samochód na pociąg, oddając kierownicę i pedał gazu komuś innemu. 🌞

zdjęcie: unsplash.com

PEŁNIA – GDY IDZIESZ NOWĄ DROGĄ DLA TWOJEGO RODU

Dzisiaj śniło mi się, że mój Tata wyznał mi, że tak naprawdę mam innych rodziców i pokazał mi ich. Tatą okazał się przywódca klanu motocyklistów – silny mężczyzna z brodą, jadący Harley-Davidsonem. A mamą blondynka z długimi blond włosami, sławna i pewna siebie aktorka. Po przebudzeniu byłam oczarowana i próbowałam poczuć, jak by to było mieć takich rodziców. Kim byłabym, gdybym miała takich rodziców? I momentalnie poczułam, że to byłby jakiś rodzaj zdrady wobec moich faktycznych Rodziców, że zostawiłabym i Ich i zdradziła: Ich sposoby życia, Ich problemy i sposoby funkcjonowania w świecie. Niewdzięczność! Ale… przyszła myśl, że i tak żyję inaczej niż Oni. Buduję inne związki, nie zdecydowałam się na dzieci, wybieram wolny zawód bez etatu, mam przekonania i sposoby na życie, których oni nigdy by nie wybrali. Często w ostatnich latach czułam, że na jakimś poziomie Ich zostawiam.

Ale… Chwilę potem przyszedł mi do głowy obraz. Moi prawdziwi Rodzice za mną. Tata po prawej, Mama po lewej. A Ci nowi, ze snu z przodu. Podają mi ręce i prowadzą do nowego. Otworzyła się we mnie nowa przestrzeń, do której oddychałam. Zaczęły przychodzić dawno nie przywoływane wspomnienia. Mój Tata, który opowiadał mi, że w młodości jechał na motocyklu z kolegą i mieli wypadek. Od tego czasu bał się motocykli. Często czułam w Nim potrzebę bycia w ruchu, mobilności i wolności, których, miałam wrażenie, nie zrealizował. I Mama – która chciała pójść do szkoły artystycznej, ale Jej Rodzice nie zgodzili się i nie mieli na to pieniędzy. Często mówiła mi, że ma żal za tym marzeniem.

I nagle przyszedł wgląd. Może ja właśnie żyję życiem, którym Oni nie mogli. Może właśnie mogę teraz poczuć, że wspierają mnie na tej nowej drodze. W Nowym, nieznanym. A lęki, schematy myślenia i hamulce, które czasem czuję, mogę właśnie powoli zostawiać za sobą.

Usłyszałam takie zdania.

Już możesz tak, jak my nie mogliśmy.

Chcemy dla Ciebie najlepszej dla Ciebie przyszłości.

Wow, pomyślałam, że to mój Tata przysłał mi Nowych Przewodników we śnie. Wolnych, realizujących marzenia. Nowe jakości, które wskażą mi drogę. Potencjalności, które w nich zostały zakłócone. Że to tak naprawdę oni, ale czyści, bez trudności, które ich przerosły.

Gdy zeszłam na dół, zobaczyłam, że moja kotka przyniosła mi umierającego ptaka z ogrodu. Dumna z siebie przyniosła pokarm dla nas. Coś musi umrzeć, żeby młode mogły się spełnić. Tak to poczułam. Chociaż w sercu żal tej wystraszonej Istotki. Pochowałyśmy ją pod sosną. Tego dnia na mazurskich drogach minęłam kilkunastu motocyklistów, słuchając „Easy Ridera”.