RELACJA Z MATKĄ (LUB OJCEM) – PRZYSZYWANE PRAWDY

„Aby rozbroić komunikaty przekazywane ci przez matkę [lub ojca] i podświadomie przyswojone jako twoje własne prawdy, musimy cofnąć się daleko w przeszłość. Przypomnij sobie zatem najczęstsze, najbardziej typowe komentarze na swój temat, jakie docierały do ciebie w dzieciństwie. Zauważ, że matka [lub ojciec] nie zawsze musiała ubierać je w słowa – komunikacja pozawerbalna bywa nie mniej wymowna. Matka mogła po prostu zachowywać się w określony sposób, aby okazać ci niechęć czy dezaprobatę, i niewykluczone, że robi tak nadal, używając znanych ci gestów, min i spojrzeń. Dlatego przyglądając się poniższej liście, pomyśl i o tym pozasłownym ekwiwalencie albo wzmocnieniu jej przekazu. 

(…) A oto pojawiające się fałszywe komunikaty:

– Jesteś straszną egoistką.

– Jesteś niewdzięcznicą. 

– Coś z tobą nie w porządku.

– Niczego nie umiesz zrobić dobrze.

– Nie wiesz, jak być kochaną. [jak kochać]

– Myślisz tylko o sobie.

– Ciągle sprawiasz mi zawód.

– Nigdy do niczego nie dojdziesz.

– To przez ciebie mam tyle problemów.

– nigdy nie znajdziesz sobie mężczyzny.

– Nigdy nie będziesz tak ładna (atrakcyjna/ błyskotliwa/ ustawiona w życiu itp.)

– Nie masz za grosz rozsądku.

– Nie obchodzi mnie, co sobie myślisz.

– Nie jesteś niczym innym jak ciężarem.

– Więcej z tobą kłopotów niż pożytku.

– To ty ściągasz na rodzinę problemy (zagrożenie/ wstyd itp.).

– Gdybyś była inna, nigdy by to tego nie doszło (do agresji/ przemocy/ molestowania itp.)

Komentarze w tym duchu często padają z ust matek [lub ojców] narcystycznych, rywalizujących, despotycznych czy zwłaszcza wyrodnych. Są obliczone na to, by ci dopiec, pognębić cię jeszcze bardziej, a jednocześnie okazać wszechwładzę matki i usprawiedliwić ją we własnych oczach. Przerzucają na ciebie winę za twoje cierpienia i wszelkie rodzinne patologie, których jesteś ofiarą. Twoja matka [lub ojciec] uchyla się w ten sposób od odpowiedzialności za ciebie, twoje bezpieczeństwo i warunki do prawidłowego rozwoju. Jest to jej metoda samooobrony, bezmyślna, albo – przeciwnie – dobrze przemyślana i perfidna, ale zawsze szkodliwa dla ciebie. Jeśli czujesz teraz znajomy skurcz żołądka albo słyszysz w uszach głos matki [ojca], jakby stała obok, dany przekaz najprawdopodobniej tkwi w tobie głęboko i kontynuuje swą krecią robotę. Identyfikacja tych negatywnych przekazów jest ważnym pierwszym krokiem w kierunku odebrania im destrukcyjnej siły.

(…)

Są i inne fałszywe komunikaty [ze strony matek i ojców], pozornie pochlebne, a tak naprawdę obciążające cię nadmiernie i bezprawnie:

– Jesteś całym moim życiem.

– Jesteś najlepszą częścią mnie.

– Nie potrzebuję nikogo poza tobą.

– Ty jedna o mnie myślisz.

– Tylko ty możesz ocalić naszą rodzinę.

– Jesteśmy sobie tak bliskie, że musimy dzielić się wszystkim, bez żadnych sekretów.

– Jesteś moją najlepszą przyjaciółką.

– Zawsze będziesz moją małą dziewczynką.

– Tylko na ciebie mogę liczyć.

– Potrzebuję cię jak powietrza – nie mogę bez ciebie żyć. 

– Kocham cię najbardziej na świecie, znacznie bardziej niż twojego ojca. [niż twoją matkę]  

– Nie mam innego celu poza tobą, musisz mi pomóc, bo nie wiem, co zrobić z resztą życia.

Ta druga kategoria komunikatów [pierwszą znajdziesz w poprzednim poście], chociaż inna, jest nie mniej destrukcyjna. One również przerzucają odpowiedzialność, tym razem za dobrostan matki i całej rodziny, na twoje dziecięce barki. Mogą brzmieć kusząco, ale jest w nich desperacja i jawny zamach na twoją wolność. Takie przekazy najczęściej wysyła matka zaborcza [lub ojciec zaborczy] – żeby zatrzymać cię przy sobie i dla siebie – albo niewydolna, wymagająca matkowania – żeby zamienić się z tobą rolami.

(…)

Wiele fałszywych komunikatów dotyczy twojej roli jako córki [lub syna]. Najczęściej przybierają one formę nakazów i zakazów. [także między słowami, nie wprost]

– Twoim obowiązkiem jest uszczęśliwiać mnie.

– Moje uczucia są ważniejsze niż twoje.

– Musisz zasłużyć sobie na moją miłość.

– Masz obowiązek troszczyć się o mnie.

– Masz mnie słuchać.

– Masz mnie szanować, to znaczy robić wszystko po mojej myśli. 

– Nie waż się mnie krytykować ani mówić o mnie źle.

– Nie masz prawa do sprzeciwu.

– Masz być cicho.

– Masz dbać o spokój w rodzinie, nie wolno ci mnie denerwować.

– Masz obowiązek strzec rodzinnych tajemnic.

Twoja matka [lub ojciec] wpaja ci zatem nie tylko własne zdanie na twój temat – jaka rzekomo jesteś – ale również, jaka powinnaś być jako córka [lub syn]. Daje ci do zrozumienia, czego od ciebie oczekuje i jak widzi waszą relację. Zauważ, że cały powyższy zestaw uwzględnia wyłącznie jej potrzeby – nie ma w nim mowy o twoich. Nie leży w interesie matki [lub ojca] mówić ci, że w miarę jak rośniesz, masz prawo do coraz większej samodzielności i życia na własną rękę. Otrzymane przez ciebie programowanie skupia się na  twoich powinnościach wobec niej, a pomija się milczeniem to wszystko, co należy się tobie – i od niej i od ciebie samej.

(…) Programowanie wyniesione z dzieciństwa decyduje o ustalonym przez ciebie zakresie własnych możliwości, oczekiwaniach wobec życia, dobrych i złych wyborach oraz karach, jakie wymierzysz sama sobie za te drugie. (…) 

Myślisz może, że jako dorosła kobieta [luyb mężczyzna] potrafisz zbagatelizować to dziedzictwo. 'No tak, matka [lub ojciec] faktycznie wygadywała takie rzeczy – mówisz sobie. – Ale to było dawno i nieprawda, dzisiaj nie ma to na mnie najmniejszego wpływu”. Jeśli jednak nigdy nie podjęłaś aktywnej walki z matczynymi insynuacjami, a wasze relacje nadal sprawiają ci ból, wiedz, że twoje fałszywe przekonania niemal na pewno odgrywają w tym swoją rolę.

Zostawiłam na koniec jeszcze taki zestaw, bodajże najbardziej problematyczny dla córek [i synów]. Przeczytaj go uważnie:

– Gdyby mama [lub ojciec] zechciała się zmienić, czułabym się lepiej we własnej skórze.

– Gdyby tylko mama [lub ojciec] uświadomiła sobie, jak bardzo mnie rani, na pewno zachowywałaby się inaczej. 

Nawet jeśli mama [lub ojciec] potrafi być dla mnie okropna, nie powinnam się tym tak przejmować, bo wiem, że moje dobro leży jej na sercu.

Powyższe przekonania, często zaczynające się od gdyby, blokują cię w alternatywnym świecie twoich pragnień i tęsknot. Za sprawą myślenia życzeniowego pielęgnujesz w sobie bierność i reaktywność zamiast proaktywności, gdyż nadal, tak jak od lat, czekasz, aż to matka [lub ojciec] się zmieni. NIc bardziej mylnego” matka nie zmieni się dlatego, że ty tak bardzo tego chcesz. Masz wpływ tylko na siebie, nie na nią – i to ty musisz [możesz] się zmienić.

Nie ma sensu więc dłużej czekać, czas działać. Czas upomnieć się o to wszystko, czego odmówiono ci w dzieciństwie. [od rodziców lub od życia i świata].”

(komentarze w kwadratowych nawiasach są ode mnie)

„Matki, które nie potrafią kochać. Uzdrawiający poradnik dla córek” – dr Susan Forward, Donna Frazier-Glynn

Zdjęcie: Rock 'n’ Roll Monkey (unsplash com)

WRACAJ DO SERCA

Bycie w sercu oznacza wejście w portal, który łączy ze wszystkimi wersjami siebie we wszystkich wymiarach. To portal do całego wszechświata. Dosłownie.

Serce jest portalem. Dosłownie.

Bicie serca synchronizuje nas z pulsem wszechświata. Wrzuca nas w harmonię ze wszystkim co jest. Z pulsem wszechświata.

To nie jest o byciu dobrym, złym, świetlistym czy ciemnym. To jest o połączeniu.

Jest to stan przepiękny, ale nie jest możliwy do wymuszenia czy włączenia zgodnie z naszą wolą. Jednocześnie może być zbyt trudny dla tych wewnętrznych części nas, które lubią żyć w swoim rytmie. Tych części nas, które eksplorowały i uczyły się się nadawania rytmu, rozdzielenia, ciemności i chaosu. Dla tych części nas, które potrzebowały eksplorować i są jeszcze w eksploracji poprzez idee, doświadczenie, doznawanie ciemności i rozdzielenia.

Wchodzenie w rytm serca jest o decyzji, ale w rytmie serca nie zmusimy naszych ciemnych, chaotycznych, eksplorujących części do zamilknięcia czy zniknięcia.

Gdy jest się poza rytmem serca, trudno wyobrazić sobie, jak to jest. A gdy jest się w nim naprzemiennie, nie zawsze wybiera się serce.

Gdy jednak życie miota Cię między światło a cień, między dobro i zło, między chaos i porządek, między zdrowie i autodestrukcję, GDY TĘSKNISZ ZA HARMONIĄ, wracaj do serca.

W rytmie serca nie patrzysz na ludzi wybierających inny rytm z wyższością. W rytmie serca czujesz czułość do swoich słabości i kroków w tył.

Gdy nie jesteś w sercu, możesz tego nie wiedzieć. Tak samo jak daltonista nie wie, jak to jest widzieć świat kolorowo.

GDY JEST ZBYT TRUDNO, WRACAJ DO SERCA.

a także…

BĄDŹ ŁASKAWY_A DLA SIEBIE, GDY UCIEKASZ OD SERCA

_____

„Poczynając od poziomu świadomości 540 i powyżej 500 zjawiska zachodzą jednocześnie, są one niewytłumaczalne dla rozumu, zwyczajowych konceptualizacji logiki czy przyczyny i skutku. Towarzyszą one stopniowej dominacji duchowej energii (kundalini) i zachodzą na skutek działania pola kontekstowego, a nie woli.

Klasycznie określa się je jako siddhi. Oznaczają one „nadprzyrodzone” czy „cudowne”/mistyczne moce, ponieważ nie można ich logicznie wytłumaczyć.

W początkowych stadiach mogą pojawiać się sporadycznie, lecz w miarę rozwoju świadomości stają się coraz częstsze a czasem stałe. Nie są zamierzone i powstają samoczynnie.

Należą do nich dary widzenia na odległość, prekognicji, jasnowidzenia, jasnosłyszenia, pozazmysłowej percepcji, psychometrii, bilokacji oraz cuda, włącznie ze spontanicznymi wyzdrowieniami i transformacjami.

Te zdolności czy zjawiska nie są zależne od osobowej kontroli; nie są one konsekwencją „przyczyny i skutku”. Dlatego też przestrzega się uczniów, aby nie uznawali ich za własne, zachodzą bowiem niezależnie od osobowego „ja” czy jaźń. W związku z tym, jak powiedziano wcześniej, żadna „osoba” nie dokonuje cudów, ponieważ powstają one wyłącznie za sprawą Ducha. Przerost duchowego ego eliminuje uczciwość i pokorę, co powoduje powstanie pokusy wykorzystania ich dla własnych korzyści.

W końcu to, co pozornie „niezwykłe”, staje się nową rzeczywistością, jakby żyło się od tej pory w innym wymiarze, w którym rzeczy rzekomo niemożliwe manifestują się bez wysiłku, niczym zaaranżowane. Moc pola automatycznie wspiera wyłonienie się karmicznego potencjału jako przejawionej, harmonijnie rozwiniętej rzeczywistości. Dynamika jest nieliniowa i dlatego niezrozumiała dla intelektu, który zakłada istnienie ograniczeń liniowego newtonowskiego modelu przyczynowości oraz jest niezdolny do pojęcia wyłaniania się Boskiego Porządku czy Harmonii.”

D. Hawkins, „Przekraczanie poziomów świadomości”

unsplash.com

WSZYSTKO WE MNIE KRZYCZY

Bóle barków, napięta klatka piersiowa, bóle w dłoniach, kontuzje, napięte szczęki i problemy z dziąsłami… Niewyrażona złość zatruwa ciało od środka poprzez skumulowaną energię.

Dzisiejsze zapytanie od jednego z potencjalnych klientów przypomniało mi moją „przygodę” sprzed lat – z napadowymi bólami prawego barku. Uzdrawianie tej części ciała trwało u mnie ponad rok.

  • Fizjoterapia pomogła mi zrozumieć, że nie ma fizycznej przyczyny. Masaże rehabilitanta nie pomagały.
  • Bodywork pomógł mi dotrzeć do wizji, żywego obrazu, w którym moi koledzy na polu bitwy zostawili mnie rannego. W wizji byłam mężczyzną, któremu oberwało prawe ramię. Ogromny ból i wściekłość. Dlaczego mnie zostawiliście?! Krzyczałam w trakcie bodyworku MA-URI.
  • W ustawieniach przyglądałam się wojskowej linii męskiej od mojego Taty, ściskany w prawej dłoni pistolet czy karabin pozwalały Im przetrwać. Ustawienie było o wychodzeniu z pola wojny. Jestem pierwszą od co najmniej 5 pokoleń, która nie strzelała na rozkaz.
  • W wolnych chwilach kładłam się i pozwalałam ręce boleć, wypłakując bezsilność i złość. (zainspirowana „Techniką uwalniania” Hawkinsa, który zalecał po prostu bierne przyjmowanie – w tamtym czasie nie było to dla mnie łatwe, gdyż byłam w głębokim yang i nieustannym działaniu).

W tamtym czasie wściekałam się znacznie częściej niż teraz. Ale nadal złość jest mi bliska i często mam mimowolnie zaciśniętą prawą dłoń, nawet gdy odpoczywam.

Jeśli czujesz w sobie złość, ale nie potrafisz jej wyrazić i stanąć za sobą…. Jeśli otoczenie narzeka na Twoje wybuchy gniewu i jest to Twoja trudność… Jeśli miewasz kontuzje, które wynikają z nadmiernego stresu i napięcia np. w pracy… Innymi słowy, jeśli duża energia w Tobie przestaje być dla Ciebie konstruktywna, a zaczyna jej być za dużo… Chcę Ci powiedzieć:

NIE MUSI TAK BYĆ I SĄ NA TO SPOSOBY.

Zdjęcie: Henry Hustava, unsplash.com

WOJOWNICZKA SERCA, WOJOWNIK SERCA

To nie jest osoba, która pozwoli przekraczać swoje granice.

To nie jest osoba, która gasi swoje emocje, żeby uniknąć konfliktu.

To nie jest osoba, która da sobie wmówić, że dumę i zadowolenie z siebie należy stłamsić.

To nie jest osoba, która krytykuje innych, gdyż pamięta, że ci, których obgadujemy i źle oceniamy, to w rzeczywistości nieuznane części nas samych.

To jest osoba, która z pamięci o swoim sercu i duszy, odważy się prędzej czy później sięgnąć po swoją autentyczność.

To jest osoba, która pozwala sobie na słabszy dzień i odpoczywa w cieniu swojego łóżka i w ten sposób się regeneruje.

To jest osoba, która walczy o siebie, gdy siły emocji, choroby, śmierci, krytyki i zdrady próbują ją złamać, pamiętając, że to piękne siły sprzymierzeńców ku mocy.

To jest osoba, która otwiera się na to, czego nie zna.

To jest osoba, która pamięta, że serce bez mocy to za mało.

Bądź, wstań, idź swoją drogą. Masz prawo.

Zdjęcie: Marek Piwnicki, unsplash

OBUDŹ W SOBIE SMOCZYCĘ – JUŻ DOŚĆ!

Jestem bardzo poruszona dzisiejszą sesją, w której mogłam asystować Pięknej Kobiecie wielkiej mocy, która powoli odważa się stawać w swojej sile, niezgodzie na wykorzystywanie Jej niewinności i dobroci, w stawianiu granic światu. ❤️

To jest ten czas. W życiu wielu kobiet przychodzi wielkie wyzwanie wyrwania się z kajdan, które (nieświadomie) pozwoliły sobie nałożyć. Buntu na bycie grzeczna, ustępliwą, łagodną, uległą, starającą się zadowolić wszystkich wokół.

JUŻ DOŚĆ.

Zapraszam Cię, jeśli potrzebujesz asysty w budzeniu swojego świętego gniewu.

Zapraszam wszystkie Dusze złaknione utęsknionej siły stawania w swojej mocy.

Łączę się sercem z wszystkimi wyklętymi kobietami, uznanymi za szalone i izolowanymi od społeczeństwa. Teraz i w przeszłości mojej i Waszej. Z ranami życia w racjonalnym patriarchacie.

Poniżej kadr z filmu, który rozczarował wszystkich tym, że zakończył się szaleństwem i chęcią zemsty kobiety. ❤️ W kontekście tej historii i historii kilku tysięcy lat ucisku kobiet… oczekiwanie, że niewolnik uwolniony z kajdan siadzie z uśmiechem do kolacji ze swoim panem w świętej uni damsko-męskiej być może i jest piękny i wymarzony, ale… bez etapu wściekłości i chęci zemsty jest ułudą i kolejnym wytrychem, żeby panu było dobrze.

Źródło: Internet

INSPIRACJA TWÓRCZA

„Postawa życiowa artysty:

Artysta nie powinien okłamywać siebie ani innych

Artysta nie powinien kraść pomysłów innym artystom

Artysta nie powinien chodzić na kompromisy ze sobą ani ulegać wymogom rynku sztuki

Artysta nie powinien zabijać innych ludzi

Artysta nie powinien się kreować na idola […]

Artysta nie powinien się zakochiwać w innym artyście

Stosunek artysty do ciszy:

Artysta musi rozumieć ciszę

Artysta, żeby zacząć tworzyć, musi zrobić miejsce dla ciszy

Cisza jest niczym wyspa pośród wzburzonego oceanu

Stosunek artysty do samotności:

Artysta musi znaleźć czas na długie okresy samotności

Samotność jest dla artysty bardzo ważna

Z dala od domu, z dala od pracowni, z dala od rodziny, z dala od przyjaciół

Artysta powinien spędzać dużo czasu przy wodospadach

Artysta powinien spędzać dużo czasu w pobliżu wybuchających wulkanów

Artysta powinien spędzać dużo czasu na kontemplacji rwącej rzeki

Artysta powinien spędzać dużo czasu na kontemplacji linii między oceanem a niebem

Artysta powinien spędzać dużo czasu na kontemplacji gwiazd na nocnym niebie”

„Manifest życia artysty” według Mariny Abramović (cytat z książki „Pokonać Mur” Mariny Abramović)

Porażka, odrzucenie, samotność i niskie poczucie własnej wartości to wielcy nauczyciele, którzy boleśnie wskazują na powrót do siebie i zagłębienie się w ciche wyszeptane pytanie do siebie

CZEGO JA CHCĘ, DOKĄD ZMIERZAM, CZEGO I KOGO POTRZEBUJĘ

Być może już czas przestać zadowalać się połowicznymi rozwiązaniami i szukać w ciemno zadowolenia. Być może czas sięgnąć do swojej istoty, żeby zacząć budować w swoim życiu to, co prawdziwie Twoje. Być może to czas zaciekawić się na nowo i eksplorować wszystko bez wybrzydzania. Słuchać delikatnych podszeptów nowego, które chcą Cię przywrócić do Duszy i Jej prawdziwych pragnień.

Bez kompromisów.

Jeśli od dawna wybierasz ludzi i sytuacje i sposoby życia, które Ci nie służą, a sam(a) nie jesteś w stanie ich porzucić, wreszcie one same Cię pożegnają.

Poczuj teraz, jak zostaje w Twoim życiu na dłużej tylko to, co zgodne z Twoją istotą.

CO PRZESŁANIA TWOJĄ PRAWDZIWĄ ISTOTĘ?

Zdjęcie: Daniele Colucci, unsplash.com

EMOCJA POTENCJAŁEM I TROPEM

Emocje to adekwatna reakcja na otoczenie i/lub zapis historii z przeszłości.

Gdy w życiu pojawia się coś trudnego albo nowego, pojawia się w nas emocja, najczęściej trudna. I to ta emocja jest pomostem do akcji lub historii z potencjałem uzdrowienia.

Emocja to zapis historii lub informacja, jak się mam z tym, co się dzieje. Nić Ariadny do sedna.

Dusza przeżywa swoje losy i przytrafiają się jej różne historie, ale przeważnie szuka równowagi między dobrem i złem, między szczęściem i nieszczęściem, między stymulacją i nudą itd.

Gdy dusza formuje się w ciało, dzieje się to w rodzinie, która odpowiada jej dziejom duszy i potrzebie równowagi. Innymi słowy rodzina podaruje genetycznie takiemu ciału dokładnie takie tło, jakiego potrzebuje. Rodzice takiej Istoty wychowają je zgodnie z tymi potrzebami.

Zatem jeśli dusza potrzebuje przeżyć np. radość, wrodzi się w rodzinę, w której będzie miała okazję w pełni przeżyć między innymi tę emocję. Jeśli na przykład potrzebuje bycia ofiarą, zadziewają się sytuacje nadużycia.

Powyższe myślenie zawiera teleologiczne twierdzenia w duchu New Age. Może być jednak tak, że klucz trafia do zamka, a rzeka spływa po zboczu tam, gdzie jej łatwiej, nie zatrzymując się na przeszkodach.

Tak już jest.

Na poziomie ludzkiej percepcji jest wina, odpowiedzialność, niewinność, pomoc.

Na poziomie emocji – dużo przeżyć i osobowość, która się uczy.

Na poziomie rodu – historie, które programują działanie potomków.

Jeśli emocja jest czymś więcej niż reakcją na sytuację zewnętrzną, a więc przychodzi „jakby znikąd”, wskazuje ona na to, że jest jakiś przeszły temat. A do nas należy decyzja, czy chcemy tę emocję przepuścić przez siebie i intencjonalnie zajrzeć w ten temat.

Są więc co najmniej 3 poziomy historii i ich uzdrowienia:

  • dzieciństwa – np. terapia, praca z wewnętrznym dzieckiem, bliska rozmowa z przyjacielem, intymność relacji miłosnej
  • rodu – np. ustawienia systemowe metodą Berta Hellingera
  • dalekich rodowych pamięci (zwanych wcieleniami) – rytualna praca i wgląd, intencjonalne żegnanie i odsyłanie do światła (dzięki np. informacjom z kronik Akaszy, metod jest wiele)

(niektórzy do powyższej listy dodają światy równoległe i inne linie czasowe)

Czasem wystarczy przepuścić emocję i nie musimy wiedzieć, co się wydarzyło. Zdarza się, że bardzo chcemy „przepuścić taką emocję, ale dochodzi do blokady. Gdy pojawia się taki opór w jej przepuszczeniu – dobrze się wesprzeć na kimś, kto trzyma przestrzeń, pomoże zrozumieć umysłowi, pomoże w tym, żeby przekroczyć granicę kontroli. Czasem emocje są przerażające dla potrzeby kontroli.

Coraz więcej osób na świecie jest gotowych uzdrawiać kwantowo, skracając czas emocji. Jednak czasem jest tak, że umysł i ciało potrzebują nadążyć i dożyć dane doświadczenie.

Czasem potrzebne jest także nazwanie, zrozumienie, połączenie czucia z myślą i słowami.

Zdjęcie: Kat J (unsplash.com)

POKOCHAĆ SIEBIE – CO TO ZNACZY?

Pokochać siebie – co to znaczy? Takie zdanie usłyszałam wielokrotnie, pytając w Kronikach o to, co najważniejsze dla mnie w tym życiu.

Zadawałam je wiele razy, bo nie mogłam uwierzyć, że tylko o to chodzi, gdy za każdym razem przychodzi ta sama odpowiedź.

Ale gdy zaczęłam się zagłębiać w to zdanie, z biegiem miesięcy, odsłaniało się coraz więcej warstw i drobnych wyborów, przed którymi stawałam, żeby pogłębiać czucie tej tajemniczej miłości do siebie.

Pusty frazes zamieniał się w prostsze do zrozumienia i wypełnienia rozwiązania.

Zaczęłam słyszeć proste pytania. W tu i teraz coraz częściej pytam siebie:

  • Co wybrać, żeby było lepiej dla mnie?
  • Jak spędzać czas?
  • Jak mniej planować i oczekiwać od przyszłości?
  • Jak mniej myśleć o przyszłości?
  • Z kim i z czym mi łatwiej i przyjemniej?
  • W jakich sytuacjach się napinam, a w jakich stresuję i jak mogę ich unikać?
  • Dlaczego uznaję, że trudniejsze jest bardziej wartościowe niż łatwiejsze? Jak puścić to przekonanie?
  • Co przyniesie mi dzisiaj przyjemność i ulgę?
  • Co mogę dzisiaj dla siebie zrobić?

Z miłością i wyrozumiałością do siebie, że lepiej i więcej na teraz nie umiem.

Pokochać siebie…

pokochać siebie
Zdjęcie: Jen P., unsplash.com

GDZIE JEST MOJE MIEJSCE NA ZIEMI

CZYM DLA CIEBIE JEST DOM? GDZIE JEST TWOJE MIEJSCE NA ZIEMI? ILE POŚWIĘCISZ DLA SWOJEGO WŁASNEGO MIEJSCA? JAKI DOM DA CI SZCZĘŚCIE?

Jest wiele nieświadomych przekonań czy wewnętrznych przymusów, które kierują naszymi wyborami w obszarze budowania i poszukiwania „domu” (mieszkania/domu/ziemi):

Własne, ale ciasne.

Najważniejsza jest własna ziemia.

Najlepiej jest być w podróży.

Kredyt jest obciążający.

Tylko kredyt daje mi możliwość dojścia do dobrobytu.

Nie wyobrażam sobie mieszkać z kimś.

Dom jest tylko wtedy, gdy ma się rodzinę.

Ojczyzna jest najważniejsza.

Nigdy nie opuszczę swojego miasta.

W Polsce nie mam czego szukać.

Niesiemy w sobie wiele historii rodowych i zapamiętanych doświadczeń naszych rodziców. I może być tak, że sztywne podejście do tematu własnej przestrzeni czy sposobu uzyskania własnego lokum może być ograniczające i stresujące. Czasem marzenia nie stykają się z rzeczywistością. Narzucamy sobie pęta, które mają nas doprowadzić do standardu, który nasz umysł postrzega jako jedyny właściwy. Takie nieświadome dążenie, które często okazuje się „niemoje”, ale właśnie rodowe, może zamykać nam oryginalne, nieznane naszej rodzinie, drogi. Jak Ty postrzegasz idealne miejsce dla siebie? Czy chcesz odkryć swoje wdrukowane przekonania na ten temat?

Zamieszkanie z kimś bliskim to kolejny obszar do eksploracji, często do uzdrowienia, gdyż jest połączeniem dwóch historii i zestawów przekonań uosobionych w Tobie i Twoim partnerze/partnerce. Czasem dochodzi do konfliktu dwóch wizji. Nie dla wszystkich dom jest ostoją i spokojnym azylem. Dla wielu dom oznacza miejsce traumy, zdrady, cierpienia (gdy takie ślady w sercu pozostawia dzieciństwo w kontekście poczucia „domu”). Są też historie rodowe: pożarów, utraty majątków, ucieczek przed wojnami, przesiedleń. Czasem zapisy w naszych DNA związane z miejscem zamieszkania, narodem i majątkiem wpływają na nasze losy, decyzje i może to pozostawać poza naszą świadomością. Harmonijne połączenie swoich losów w jednym domu, gdy dwoje partnerów wprowadza się do wspólnej przestrzeni, bywa wyzwaniem.

W odczytach kronik Akaszy często wspieram klientów w tematach związanych z obszarami: domu, majątku, kredytów, kraju zamieszkania. Czy potrzebujesz wsparcia w tym obszarze?

Ps.: W temacie miejsca zamieszkania… skończyłam właśnie czytać „13 pięter” Filipa Springera i jestem w trakcie lektury „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” LeDuff’a. Gorąco polecam Wam te reportaże, jeśli nie mieliście jeszcze okazji. Pięknie pokazują, jak mentalność systemu politycznego, decyzje rządu, koleje losu narodu wpływają na nasze postrzeganie tego, jak należy i można mieszkać. Na co nas stać i jak dążymy do swojego miejsca na ziemi. Co kształtuje ceny nieruchomości i prawo własności. Oba reportaże zawierają mnóstwo historii o tym, jakich wyborów podejmują się ludzie z różnych środowisk, mający różne przeszłości i możliwości, światopoglądy.

W reportażu „13 pięter” Filip Springer analizuje fascynujące dążenie Polaków do własnego domu, choćby za cenę kredytów i dużych wyrzeczeń.

„Nareszcie jesteśmy gospodarzami w znacznej części własnego kraju, nareszcie po stu dwudziestu latach nadeszła godzina, że nie ma tu już obcego najazdu. Jesteśmy wolni. I tylko tygodnie oddzielają nas od błogosławionej chwili, kiedy wszyscy znajdziemy się pod własnym dachem” – cytat z Kuriera Warszawskiego z początku książki Springera.

Chciałbym/ chciałabym móc powiesić swoje obrazki na ścianach – to zdanie, które od wynajmujących słyszę najczęściej. Pojawia się w różnych kontekstach, zawsze słychać w nim jednak rozczarowanie i nadzieję, że kiedyś trafi się w takie miejsce, gdzie będzie można to zrobić. To zdanie o obrazkach jest mantrą umęczonych wynajmem po polsku, pojawia się w każdej rozmowie, odbija się od tych gołych ścian i grzęźnie w ciszy. Bo z reguły nie wolno.” (źródło, j.w.)

„Nie rozwiążemy problemu bezrobocia bez poprawy mobilności Polaków. A ci nie będą chcieli się przemieszczać, jeśli będą uwiązani kredytami do swoich mieszkań. Nie pokonamy kryzysu demograficznego, jeśli potencjalni rodzice nie będą mieli pewności, że nikt nie wyrzuci ich z domu miesiąc po narodzinach dziecka. Ale dla mnie najgorsze jest to, że wykastrowali mentalnie cała generację, wmawiając jej, że kredyt to jedyne rozwiązanie. Mieszkanie przestało się kojarzyć z obywatelskim prawem. Ludzie uwierzyli, że zaspokojenie tej potrzeby zależy tylko od ich ciężkiej pracy. Jeśli nie mają gdzie mieszkać, to znaczy, że zbyt słabo się starają. Takie postawienie sprawy jest po prostu nieludzkie”. (jedna z wypowiedzi bohaterów reportażu Filipa Springera)

Historia Detroit z kolei, być może ją znacie, to historia miasta, które ogłosiło bankructwo 9 lat temu i nadal wymiera ekonomicznie po zamknięciu fabryk samochodowych i serii zamieszek na tle rasowym z licznymi podpaleniami. Osiąga smutne rekordy wysokiej przestępczości.

„Trzykrotnie wybuchały tu zamieszki na tle rasowym i we wszystkich przypadkach miasto zostało spalone aż do fundamentów. (…) Detroit osiągnęło wyż demograficzny w latach pięćdziesiątych, gdy liczyli niemal milion dziewięćset tysięcy ludzi, z czego osiemdziesiąt trzy procent stanowili biali. Teraz w Detroit mieszka niecałe siedemset tysięcy osób, z czego dziewięćdziesiąt procent to czarni. I jest to jedyne amerykańskie miasto, w którym liczba mieszkańców przekroczyła milion, a później spadła poniżej tego progu.

(…)Można w końcu pomyśleć, że Detroit od początku było miastem tylko na chwilę, zepsutym już w zarodku; że jego upadek zaczął się na minutę przed tym, jak Henry Ford w ogóle zaczął je budować. Samochód stworzył Detroit i również samochód je pogrzebał. Pod wieloma względami Detroit zbudowane zostało jako miasto jednorazowego użytku. To przemysł samochodowy pozwolił na jego rozkład, bo to on pozwolił ludziom uciekać z płonącego miasta i zostawiać za sobą brudne fabryki i wciąż dymiące zgliszcza.” – „Detroit. Sekcja zwłok Ameryki” – Charlie LeDuff

Zdjęcia: unsplash

RANA UPOKORZENIA I BYCIE SAMYM/SAMĄ DLA SIEBIE OPRAWCZYNIĄ/OPRAWCĄ

Często spotykam na swojej drodze Klientów z doświadczeniami przemocy fizycznej i psychicznej w dzieciństwie. Bardzo mnie porusza towarzyszenie im w drodze uzdrowienia i pokochania siebie. Uzdrowienia ran, na ile to możliwe na dany moment. Rana upokorzenia jest szczególna.

Spotkałam się kiedyś z poglądem, że głębokich dziecięcych ran nie da się zapomnieć, uzdrowić w pełni. Można jedynie spotykać się z nimi w różnych odsłonach i uczyć się zadbać o siebie w tu i teraz, w kontekście tego, co było. Być może to prawda. Rany te bowiem odnawiają się od czasu do czasu, w różnych odsłonach. Nie znaczy to, że nie warto, jeśli to konieczne, intencjonalnie podejmować akcji w celu ich uzdrowienia. To jest droga, która ma cel na horyzoncie. Być może nigdy się tam nie dojdzie, ale warto patrzeć na ten horyzont i w razie możliwości robić kolejne kroki.

To często są graniczne doświadczenia, z którymi jako dziecko nie byli w stanie sobie poradzić bez wsparcia dorosłych. Latami zmuszeni byli funkcjonować w trójkącie oprawcy, ofiary (rodziców) i ratownika, będąc wrzucanym w jedną z tych ról w związku miłosnym miejscu pracy itp. (i to powtarzanie sytuacji traumatycznej zazwyczaj jest powodem szukania pomocy) …

Są to często osoby, które w dorosłości same nie chcą stosować przemocy. Wychowują dzieci bez przemocy, dobrze funkcjonują zawodowo i budują w swoim odczuciu mniej lub bardziej udane relacje miłosne.

Przez wiele lat mają poczucie wybaczenia swoim rodzicom doznanych krzywd. Sytuację z dzieciństwa uważają za przepracowaną lub niemającą wpływu na nich teraz. Nie potrafią złościć się na swoich rodziców albo w ogóle złościć, a w trudnych momentach przejmuje ich silna złość, której nie potrafią sobie wybaczyć. Często też postrzegają samych/same siebie jako silne i sprawcze osoby dobrze radzące sobie z życiem.

rana upokorzenia
Fotografia: pixabay.com/unsplash.com

Co jednak pozostaje/pojawia się trudnego, to:

zaburzenia odżywiania (przejadanie się i/lub drakońskie diety/posty)

– wybuchy gniewu, okresy depresyjne, silny lęk

– uczucie wewnętrznego cierpienia, brak sensu życia, brak celu i umiejętności bycia szczęśliwym- bycie bardziej dla innych niż dla siebie, branie odpowiedzialności za emocje innych, odciążanie innych kosztem siebie i/lub kompulsywne uciekanie w towarzyskie sytuacje

– symptomy fizyczne (autoagresywne choroby układu immunologicznego, nowotwory)

– negatywne myśli i odczucia w stosunku do własnego ciała, brak kontaktu ze swoim wnętrzem i potrzebami ciała

– nienawiść do siebie i niska samoocena

– zmęczenie

– ucieczka w pracę i nadmierna ambicja

– ignorowanie własnych potrzeb/niewidzenie ich- poczucie wstydu wokół autentycznych potrzeb i bycia sobą przy innych

– nieświadome wybieranie pracy, która jest przekraczająca, stresująca i zawiera w sobie element relacji z mobbingującym przełożonym, na którego aprobatę „trzeba” zasłużyć- dążenie do bycia ideałem, nienawistne myśli i emocje do samego siebie, gdy się od niego odbiega

– poczucie wewnętrznego rozbicia na wiele subosobowości, w której łatwo dostrzec figury ofiary, oprawcy i ratownika

– samoobwinianie się

– nieumiejętność bycia słabym, proszenia o pomoc i odpoczywania.

Proces zdrowienia z rany upokorzenia

Proces zdrowienia i dostrzegania w sobie rany jest długi (zwłaszcza, gdy w grę wchodzi rana upokorzenia). Kontaktowanie się z wielokrotnie niewyrażonymi emocjami, głównie lękiem, smutkiem, złością i poczuciem osamotnienia jest ważnym początkiem. Kolejnym krokiem jest dostrzeżenie w sobie trzech figur, którymi bywa się wobec siebie i innych – ofiary, oprawcy i ratownika. To długie, poruszające serce wracanie do siebie, a następnie budowanie siebie na nowo. Powrót do wrażliwości i słuchania siebie. Zadbania o siebie.

Najbardziej istotne jest dostrzeżenie samoupokarzania się i budowanie poczucia bycia ważnym dla samego siebie, tak ważnym, jak może nigdy nie było się dla swoich opiekunów z dziecinstwa.

Jako dzieci przeważnie cierpimy nie ze względu na samo cierpienie, ale SAMOTNOŚĆ CIERPIENIA I BRAK WSPARCIA.

Nieprzyjęty wewnętrznie rodzic oprawca, z którym osoby z tą raną (rana upokorzenia) nie potrafią się zidentyfikować, najczęściej nieświadomie upokarzają siebie we własnej przestrzeni mentalnej – dochodzi do powstania subosobowości (silnego krytyka wewnętrznego) lub/i symptomów i chorób, których ofiarą się czują. Krytyk czy choroba stają na miejscu oprawcy.

Trudne dzieciństwo jest trudnym doświadczeniem i powrót do niego nie oznacza słabości ani użalania się nad sobą. Powrót do trudnych momentów może pozwolić nam zobaczyć w sobie cierpienie i to, kim sami dla siebie się staliśmy. Oznacza większą samoświadomość i kojenie wewnętrznego dziecka, które czeka na opiekę i nie chce być dalej upokarzane dietą, perfekcjonizmem i krytykowaniem samego siebie, udawaniem, że nic się nie stało…

Jeśli mogę Cię wesprzeć w tej drodze, zapraszam do kontaktu w sesjach indywidualnych lub udziału w moich cyklicznych ustawieniach systemowych.

Gorąco polecam też książkę „Bądź sobą. Wylecz swoje 5 ran” – Lise Bourbeau.

Każdego dnia zapytaj siebie, co czułego dzisiaj mogę zrobić dla siebie.

Ps.: Poniżej utwór, w którym słowa pięknie zwracają się do naszego wewnętrznego dziecka.

Z miłością 

Ola Mazaraki

❤️